To książka pisana od czasu do czasu przez okres ponad dziesięciu lat. Taki przygodowy pamiętnik. Opisuje migrację z małych Siedlec do dużej Warszawy, a potem do holenderskiego Amsterdamu. Opisuje też "migrację" ze zbuntowanego, czasem pijanego punka do świadomego, trzeźwo myślącego ojca, ekologa i aktywisty. Od błędów młodości poprzez często bolesne doświadczenia, przygoda po przygodzie, autor szczerze do bólu obnaża swe życie, opisuje swą drogę i rozwój swej osobowości. Jak zaznacza poprzez pisanie stara się inspirować i przekazywać wartości i idee, które są dla niego ważne. informacja o książce na stronie Bractwo Trojka W tle wyświetlane będą filmy kolektywu Spirit Of Squatters, w którym Griks bardzo aktywnie się udziela. 
07.05 - Wieczorek informacyjny o skłotingu, aktywiźmie, migracji i życiu w Amsterdamie
Marek Griks od nastu lat mieszka i aktywnie działa w Amsterdamie, jest autorem książki pt: "Los Buntownika"wydanej przez Bractwo Trojka, którą zaprezentuje podczas spotkania.
Podczas spotkania będzie można nabyć książkę „Los Buntownika” oraz wiele innych ciekawych publikacji.
www.youtube.com/user/spiritofsquatters
www.spiritofsquatters.com
wtorek, 3 maja 2011
Aktywizm, skłoting, migracja, Amsterdam... czyli prezentacja książki Marka Griksa "Los Buntownika" na skłocie Rozbrat w Poznaniu
czwartek, 28 kwietnia 2011
Aktywizm, skłoting, migracja, Amsterdam... czyli prezentacja książki Marka Griksa "Los Buntownika" w CRK we Wrocławiu
Prawdopodobnie prezentacja odbędzie się także w innych miastach. Jeśli też chcielibyście coś zorganizować to najwyższy czas się skontaktować :)
mgriks(a)gmail.com
20 godzina, CRK, Jagiellończyka 10d Wrocław
Marek Griks od nastu lat mieszka i aktywnie działa w Amsterdamie, jest autorem książki pt: "Los Buntownika" wydanej przez Bractwo Trojka, którą zaprezentuje podczas spotkania.
To książka pisana od czasu do czasu przez okres ponad dziesięciu lat. Taki przygodowy pamiętnik. Opisuje migrację z małych Siedlec do dużej Warszawy, a potem do holenderskiego Amsterdamu. Opisuje też "migrację" ze zbuntowanego, czasem pijanego punka do świadomego, trzeźwo myślącego ojca, ekologa i aktywisty. Od błędów młodości poprzez często bolesne doświadczenia, przygoda po przygodzie, autor szczerze do bólu obnaża swe życie, opisuje swą drogę i rozwój swej osobowości. Jak zaznacza poprzez pisanie stara się inspirować i przekazywać wartości i idee, które są dla niego ważne.
Podczas spotkania będzie można nabyć książkę „Los Buntownika” oraz wiele innych ciekawych publikacji.
informacja o książce na stronie Bractwo Trojka
W tle wyświetlane będą filmy kolektywu Spirit Of Squatters, w którym Griks bardzo aktywnie się udziela.
www.youtube.com/user/spiritofsquatters
www.spiritofsquatters.com
środa, 28 stycznia 2009
Griks szuka pracy czyli alternatywne CV
Griks szuka pracy czyli alternatywne CV
Urodziłem się w 1978 roku w Polsce. Tam skończyłem elektroniczne liceum.
W 1999 roku urodziła mi się moja córka Nea. W 2000 roku wyemigrowaliśmy do Amsterdamu. W mym życiu pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, myjkarz szyb samochodowych, zbieracz pieczarek. W Holandii pracowałem jako sprzątacz, uliczny gitarzysta, budowlaniec, złota rączka, sprzedawca napoi w parku, rozkładacz stoiska na targu, opiekun dla dzieci w szkole brytyjskiej, a potem w holenderskiej "Montesori". Obecnie zarabiam wożąc ludzi w rowerowej taksówce.
Powyżej wymieniłem jedynie prace, w których zarabiam pieniądze jednak duża część mojego życia to wolontariat i aktywizm, za który nie otrzymuję żadnej materialnej zapłaty. W Polsce organizowałem niezależne koncerty i festiwale, grałem w zespole, wydawałem gazetkę, organizowałem demonstracje oraz akcje rozdawania jedzenia bezdomnym. Jako niezależny resocjalizator pomagałem ludziom porzucić narkotyki. Od ponad dziesięciu lat piszę książki.
Tutaj od ośmiu lat w każdą środę pomagam w grupie "Kinderpret" w organizowaniu aktywności dla dzieci. Z ta grupą jeździmy także po festiwalach, gdzie gramy przedstawienia, dajemy warsztaty i organizujemy program dla dzieci. Prowadzę też okazjonalnie "teatro wideo aktywizm" warsztaty dla dzieci, w których razem z nimi tworzymy reportaż na jakiś ważny temat. Filmuję niezależnie, a trzochę też dla Vrije Keyzer TV ( teraz mniej niż kiedyś). Piszę książki. Pierwsza "Los Buntownika" jest już skończona, opublikowana we fragmentach przez wydawnictwo Red Rat i wkrótce w całości przez Bractwo Trojka. Drugą ,"Życie Aktywisty" wciąż piszę. Prowadzę strony internetowe w języku angielskim/holenderskim oraz polskim. Od paru lat w każdy wtorek prowadzę audycję Awakening w radiu Patapoe. Sadzę drzewka i dbam o przyrodę w moim otoczeniu. Po za tym aktywnie udzielam się w życiu społecznym, kulturowym, politycznym( tym oddolnym ) i ekologicznym Amsterdamu. Pomagam glównie w takich grupach jak KSU, SWOMP, POSITIVENEST lecz także wielu innych.
Asystowałem też przy początkach kliniki dla nielegalnych przez około dwa lata. Ukończyłem też dwa kursy pierwszej pomocy. Przez chwilę studiowałem akupunkturę, by w końcu zdecydować się na homeopatię, którą wciąż stosuję w utrzymaniu zdrowia swego i mej rodziny. Dla mojego rozwoju duchowego i by pozyskać wewnętrzny spokój oraz energię do czynienia dobra, jak najczęściej staram się uprawiać jogę.
Mówie płynnie po angielsku i polsku. W miarę dobrze po holendersku. Dogadam się też w języku niemieckim, rosyjskim, czeskim, słowackim. Znane mi są podstawy filmowania, radiofoni, informatyki, kulinarstwa. Mam prawojazdy ( choć raczej nie używam )
Jestem osobą towarzyską, która woli sobie robić przyjaciół niż wrogów. Być może łapie się za wiele rzeczy na raz jednocześnie jednak nie porzucam ich i nie zapominam o nich lecz powoli popycham je każde po kolei do przodu. Gdy sytuacja wymaga jestem w stanie skupić się i poświęcić jednemu zadaniu. Nie lubie marnować czasu.
Ponad wszystko jestem kochającym ojcem i kochankiem. Moim życiowym celem jest ulepszanie świata dla siebie, dla mej rodziny i dla nas wszystkich. Narzędziem by to osiągnąć oraz mą pasją są pozytywny przekaz i media, które używam w każdym możliwym sposobie. Poprzez wideo, radio, prozę, plakat, www, muzykę, ubiór, a także poprzez całą moją postawę. Obecnie szukam pracy, która miałaby jakieś głebsze znaczenie niż jeżdżenie rowerową taksówką i która byłaby bardziej atrakcyjna. Jeśli możesz mi w tym pomóc to wspaniale. Z góry serdecznie dziękuję.
Wasz Griks
środa, 15 października 2008
Anarchista jedzący mięso to dla mnie jakiś absurd ! cz 1 i 2 oraz wycinki z dykusji
Za wolność Waszą i Naszą !!!
" Dopóki ostatni człowiek nie będzie wolny wszyscy jesteśmy zniewoleni " - powiedział P. Proudhon.
Ludzie w Paragwaju właśnie toczą rebelię przeciw bogatym plantatorom, którzy podstępnie zabrali im ziemię. Co na niej hodują ? Soje. Jednak nie po to by wyżywić głodujących Paragwajczyków lecz by sprzedać ją w bogatych krajach hodowcom zwierząt przeznaczonych na produkcję mięsa. Jak widzisz twój kotlet to nie tylko morderstwo zwierząt, ale też i ludzi. Z głodu każdego dnia umiera 35 000 ludzi. To 3 razy więcej niż podczas ataku na World Trade Center. 750 milionów ludzi na świecie jest niedożywionych. Na produkcję kilograma mięsa potrzeba zużyć 16 kilo ziarna by wyżywić zwierzęta hodowlane. To ziarno najczęściej pochodzi z krajów, gdzie ludzie cierpią głód. Nie stać ich było by przebić 1/16 ceny, którą Ty możesz zapłacić za swój kilogram kiełbasy, bo miałeś(-aś) to szczęście urodzić się w krajach "uprzywilejowanych".
Wolność to także posiadanie możliwości nakarmienia siebie i swojej rodziny. Jedzenie jest jedną z największych ludzkich potrzeb i jednym z podstawowych praw człowieka. Niestety pośrednio tak często łamanym przez wielu z nas. Jeśli Wolność dla wszystkich nie jest tylko pustym sloganem, a ludzkie prawa należą się wszystkim , a nie tylko kastom i narodom uprzywilejowanym to może najwyższy czas przejść na wegetarianizm, a jeśli nie jesteśmy na tyle silni to przynajmniej ograniczyć spożycie mięsa na początek
Wszelkie zmiany zacznijmy od siebie, inaczej będziemy tylko hipokrytami. Powodzenia w dokonywaniu pozytywnych wyborów !!!
To wspaniale poczuć , że za każdym razem gdy jemy wegetariański posiłek, dzięki nam 16 głodujacych też może jeść.
Więcej o głodzie i rozwiązaniach problemu
http://positi.blogspot.com/2007/06/o-glodzie-w-trzecim-swiecie.html
http://positi.blogspot.com/2007/08/o-glodzie-w-trzecim-swiecie-nigdy-mal...
http://positi.blogspot.com/2008/04/dyskusja-na-temat-biedy-glodu-i.html
lub każde inne gdy wybierzesz tag "głód"
może i być taka koncepcja, że anarchista jedzący mięso zniewala isotę
żywą zabijając ją, która czuje ból i strach tak jak człowiek- który w
jedząc mięso jest szownistą gatunkowym, bowiem nie jest odkryciem
fakt, że i zwierzęta dąrzą do hedonizmu, więc czemu mamy to im
odbierać, oraz siać strach i ból, dla własnego egoistycznego napchania
żołądka? które prowadzi za sobą dalszy szereg problemów
(głod,zanieczyszczenie środowiska, wyzysk)
a fakt jakim jest ból? przecież to już nie jest ideologia, ale
faktyczny stan rzeczy, to, że zwierzęta nie myślą abstrakcyjnie (chcoć
i dziś już psychologia nie jest taka pewna), to generalnie człowiek
stawia swoją kulturę wyżej bo coś tam- mimo ideologii, jak to
nazywasz, zadawanie niepotzebnego bólu ma dla mnie sens.
dlatego jestem wegetarianinem - bo nie lubię hipokryzji, nie byłbym
wstanie zabić raczej niczego co na mnie patrzy, więc nie jem.
dobrze,anarchizm będąc ruchem społecznym w świecie ludzkim- to co
zaśmiecanie powietrza, gleby, wody nie leży w ineteresie człwoieka?
przecież najwięcej dwutlenku węgla emitują hodowla zwierząt, w takim
razie nalezy tu spojrzeć całościowo, bo chyba człowiek musi mieć
miejsce by sobie istnieć w rucho he? także widać, że wege może byc (wg
mnie jest) do tego drogą, bo co ci po społ ruchu, gdy nie masz nawet
możliwości istnienia? (kto wie do czego doprwoadzą ekologiczne
katasrtofy)
. Generalnie uważam że obecnie ludzie na tzw. Północy jedzą za dużo
mięsa, co jest ewnenementem chyba w historii ludzkości, żeby
codziennie żreć mięso. Dlatego nalezy ograniczyć jego produkcję, także
z przyczyn ekologicznych o których wspomniano.
co znaczy ingerowanie w autonomie? a jeśli powiesz molestowanej
kobiecie, że tak nie musi być, ona będzie czula strach przed zmiana
tego, to czy wówczas nie będzie to ingerancja? nawet jeśli napomkniesz
o równości.
a to,że całe społ bedzie vege jest możliwe, ziemi już brakuje jest
wyjałowiona z woda jest problem, także jak zostało pwoeidziane
wcześniej natura się obroni.
i jeszcze do iedeologii ingerujących- czasem mogą pokierować człowieka
na "właściwą drogę"- bo wg mnie zadaniczą bolączką jest bezrefleksyja
postawa w przyjmowaniu wszelkich "oczywsistości",a taka ideologia,
mowiąc mi, że mam nosić zielone buty bo sa dobre, może dokonać
rewolucyjnych zmian, dzięki którym zobacze, ze dotychczasowa wizja nie
byla najprawdziwszą. oczywiście jak będę posługiwac się myśleniem.
akurat przykład Mongolii nie ma nic współnego z naszym połozeniem
geogrficznym, tak jest inny klimat, tryb życia a więc mięso jest
pewnym niezbędnikiem, tak samo jak u Eskimosów- tylko powiedz czy
akurat taka dieta im służy? bez witamin, tylko z tłuszczem i pozorną
energią.
hodowla roślin jest mniej upierdliwa dla środowiska- możesz mieć swoją
działke i praktycznie żywić się przez cały rok- nie dość, że ziemia
nie będzie wyjałowiona- bo nie będzie potrzebna tak duża ilość, która
płodzi rośliny na pasze(bo przecież zjesz to sam)
mówienie o swoich poglądach nie jest narzucaniem ich innym, tak też
odbieram ten art, bo w takim razie wychodząc na ulice, mówiąc ludziom,
że tak nie powinno wyglądać również zaczynać narzucać poglądy, także
od takiej interpretacji nie da się uciec, może wynika to z tego, że
słusząc argumenty o etyce czujesz się niewygodnie, bowiem pewna norma
w Twoim życiu zostaje nagle zburzona.
ej po co tyle slow!??
zyjac w tej czesci swiata mozemy dokonywac wyborow
za okrucienstwem lub przeciw
zycie to dokonywanie wyborow
obojetnosc tez jest okrucienstwem za lub przeciw po ktorej stronie jestes?!!
wiesz, ja żyje ze znacznie mniejszego skrawka ziemi aniżeli hektar,
mam swoją małą działeczkę, która praktycznie żywi mnie przez cały rok-
kupuję jedynie, pieczywo, makarony kasze, robię samodzielnie mrożonki,
i wszelkiej maści przetwory, przez cały rok mam własne zioła, czy inny
susz (mięta, czy fasole, z których są i kotlety i pasty), z tego żyją
3 osoby, także nie taka wielka ilość gruntu jest potrzebna.
poza tym dzisiejsze spożywanie mięsa, prowadzi raczej do chorób, także
jeśli chcesz zasilać firmy farmaceutyczne dorobić się problemów z
erekcja to prosze przecież to Twój wybór.
zależy jak interpretujesz rzeczywistość- widocznie nie holistycznie
(całościowo).dlatego dla mnie anarchizm i veganizm są nierozłaczne- no
chyba, że posiadanie hierarchii kwestii dla mnie istotnych jest
sprzeczne z ideami anarchistycznymi, wtedy do anarchizmu mam daleko.
jednak mam swoje "priorytety"- i tak zwierzęta są wyżej aniżeli jak
napisałeś prawa pracownicze rzeźnika, bowiem zwierzęta nie są w stanie
obronić się same przed bezsensowną śmiercią/cierpieniem, a w tym
świecie człowiek może zrobić to "sam", dla mnie ważne są tu środki jak
i cele.
a to, że jedzenie zwierząt prwadzi do napychania kiesy korporacji
(mięsnych czy też farmaceutycznych) to kolejna kwestia, kiedy mam
wybór to wybieram i tyle.
Gdy tymczasem gdyby cofnąć polskie rolnictwo o 50 lat gdzie podstawą
był koń i gnój jako nawóz a środków ochrony roślin praktycznie nie
było to i tak było by wstanie wyżywić obecną populacje polski. I to z
o wiele mniejszym obciążeniem dla środowiska. Dlatego jak już mówić o
odpowiedzialnym wyborze to należy wybierać szarą strefę w rolnictwie -
kupować na targu, w młynie, bezpośrednio od chłopa itd.. Bo tak
właśnie opóźnia się chociaż uprzemysławianie rolnictwa - a te
obojętnie czy wege czy nie będzie powodować o wiele większe cierpienia
i istot żyjących (widziałeś jak zdycha dzikie zwierze które pasło się
w trakcje oprysków?)i środowiska naturalnego.
Uważam że spożycie mięsa należy stanowczo ograniczyć, ale nie
całkowicie odrzucić. Głód jest problemem istniejącym dzięki
kapitalizmowi.
Anty, mam inne poglady niz ty, bo jestem weganka i uwazam, ze dla
zabijania zwierzat nie ma wytlumaczenia, w czasach kiedy mamy tak duzy
wybor jezeli chodzi o zywnosc,
MIESOZERCO _ SMIERCIA SMIERDZI CI Z UST!!!
MORDERCO _WASZE TALEZE OCIEKAJA KRWIA !!!
ludzie beda zabijac ponizac i wyziskiwac ludzi dopuki bedzie
przyzwolenie na traktowanie w ten sposob zwierzeta
KIEDYS LUDZIE W OBOZACH - DZIS W RZEZNIACH ZWIERZETA
historia sie powtarza jednak czlowiek sie niczego nie nauczyl
czy naprawde nie slyszysz krzykow masowej exterminacji??!!!
libidi, i problemy z erekcją pochodzą od spożycia mięsa- spójrz nawet
na niezależne źródła (w sensie nie vege propaganda)
poza tym, tworzy się, coś takiego jak uzależnienie od mięsa
(adrenalina m.in) a Ty myślisz, że ja początkoo nie czułam się słabo,
i "czegoś" mi brakowało? organizm zwyczajnie musi się przyzwyczaiść,
że nie dostaje tego syfu.
HOLOCAUST NIE ZAMYKAJ OCZU
NIE ODWRACAJ GLOWY
Jesli zabija sie zwierzeta - napedza sie dzialalnosc wielkich
korporacji. I nie ma co tu posuwać farmazonow o 'miesku ekologicznym'
bo takiego nie ma i koniec, a szczegolnie w dzisiejszych czasach.
Wielki przemysl miesny to mega kasa i mega gowno.
Poprostu chemia i gmo w jednym. Bo jakbyscie nie wiedzieli to
zwierzeta sa karmione soja, tą samą, przed którą ostrzegacie by jej
nie jesc bo jest gmo i dostaja kupe antybiotykow, bo wysokosc
zachorowan jest tak wysoka ze bez lekow by sobie nie poradzili z cala
hodowla.
Fakty sa faktami, i dobrze wiesz jaki wplyw ma hodowla przemyslowa na
srodowisko, a co za tym idzie na twoje zycie i zycie kolejnych
pokolen.
koles to ty jestes bez czynny a nawet jedzac mieso wspierasz zbrodnie
kiedys prawa mieli tylko ludzie biali
DLA WLASCICIELA NIEWOLNIKO NIEWOLNICTWO JEST CZYMS NATURALNYM
a jeśli naszym podstawowym instynktem jest właśnie hedonizm:
"zaspokajanie swoich potrzeb w miarę zapotrzebowania, choćby po
trupach!" - tak jest, ale czy na pewno tak powinno być? instynkt
przetrwania, ale czemu za wszelką cenę! przecież życie jest bezcenne!
czy korzystanie z życia w jakikolwiek obrany sposób przez dane
stworzenie nie jest w same w sobie hedonistyczne? a może powinienem z
tego powodu zjeść kurczaka, świnie, krowe albo rybe?! - już nigdy!
"ciekawe jakby czyli się ci co jedzą mięso=zwierzęta i wspierający tym
samym przemysł mięsny, itp. gdyby tak nad człowiekiem panował jakiś
inny wyższy gatunek, superbyt, bóstwo czy coś tam jeszcze i zjadałby
człowieka, ponieważ człowiek jest smaczny i potrzebuje go w swojej
diecie... wczujcie sie w takiego człowieka a potem w tego "nad"!
FASZYZM! i to bezczelny i naprawdę chamski! gdzie @etyka i
poszanowanie? ważniejszy jest smak, bo to moja sprawa?!
Anarchista jedzący mięso to dla mnie jakiś absurd cz.2 (odpowiedź na cz.1.)
Na początek chciałbym wszystkim podziękować, za udział w dyskusji, za poparcie, za pochwały i za krytykę oczywiście też.(Szczególnie na http://www.cia.bzzz.net)
Czytając je zarysował mi się podział na anarchistów, którzy walczą o wolność " Naszą i Waszą"oraz na tych którzy głównie walczą o wolność dla siebie. Oczywiście wolność osobista jest bardzo ważna, szczególnie, iż to od nas samych powinniśmy zacząć zmienianie Świata. Dlatego wierzę (chciałbym) by za wyzwoleniem tych pojedynczych jednostek przyszło wyzwolenie dla innych ludzi oraz zwierząt.
Jakkolwiek by ktoś nie argumentował mięso jest uzależnieniem pod każdym względem: fizycznym, psychicznym, kulturowym... Mój świętej pamięci Tato mi powtarzał: " większość alkoholików zaprzecza , że są alkoholikami. ", a ich pierwszym krokiem do wyzwolenia od nałogu było uświadomienie sobie, że mają problem. Dlatego też Wam, drodzy jedzący mięso życzę odblokowania świadomości a następnie szerszego wyzwolenia Waszych umysłów, serc, a zarazem całego Świata.
Na potwierdzenie podam parę faktów z plakatów, Spirit Of Squatters i które mam nadzieję dla Was jak najszybciej zeskanować.
Plakat przedstawia głodujące dzieci, które mówią jak w komiksie:
" Mięso żywi nielicznych kosztem wielu !!!"
"Czy byleś(-aś) kiedyś głodny(a)? To może potrafisz sobie wyobrazić codzienny głód, codzienne cierpienie aż do śmierci? Czy możesz sobie wyobrazić jaka to męka urodzić się głodnym, żyć w głodzie i umrzeć z głodu ? Uwierz mi, nie ma gorszej tortury !!. "
" 35.000 ludzi umiera z głodu w najgorszych mękach każdego dnia (około 13mln rocznie) To ponad trzy razy więcej niż podczas ataków na World Tride Center. To więcej niż podczas najdłuższej i najgorszej wojny. Nie dowiesz się o tym w mediach , bo nie służy to interesom bogatych. "
" 145 mln ton paszy produkowanych na naszych polach nie jest po to by zaspokoić nasz głód, lecz po to by wyprodukować tylko 21 mln ton mięsa zaspokajającego egoistyczne apetyty bogatych i interesy naszych wyzyskiwaczy oraz korporacji typu McDonald, Burger King, KFC itp."
" W Meksyku gdzie co najmniej 80% dzieci z obszarów rolniczych jest niedożywionych zwierzęta hodowlane, których większość jest eksportowana do USA jedzą więcej zbóż niż cała rolnicza ludność kraju."
" 750 mln ludzi chronicznie się nie dożywia. "
"Na Karaibach gdzie 80 % nie dojada, prawie połowa uprawianej ziemi najlepszej jakości przeznaczona jest pod uprawę kawy, bananów, kakao, roślin cukrowych i do produkcji mięsa, czyli na eksport do bogatych krajów. "
" By wyprodukować tylko 1 kg wołowiny należy zużyć aż 16 kg zboża."
" Spójrz na nas. Przypomnij sobie nas za każdym razem kiedy jesz mięso, owoce z naszych krajów, gdy pijesz naszą kawę i używasz naszych tanich produktów. "
" Za każdym razem kiedy jesz mięso wyobraź sobie siedmioro dzieci, których miseczki są puste. To ty zabrałeś im jedzenie. "
" JAKIE TWE WYTŁUMACZENIE BY WYPRAĆ SWOJE SUMIENIE ???"
My mamy wybór. Jednak dziecko głodujące w trzecim świecie, swój wybór już straciło. Jego rodzinie bogaci plantatorzy wywłaszczyli ziemię by hodować na niej soje, która będzie żywic zwierzęta hodowlane w bogatych krajach. Po to byśmy my, konsumenci mogli zaspokoić swe (samolubne? egoistyczne ? ) apetyty.
Na poprawienie humoru cytat z innego plakatu Spirit Of Squatters:
" Chcesz wyżywić 16 dzieci każdego dnia ?
Odpowiedź jest prosta : Zostań wegetarianinem !
Na wyprodukowanie kilograma mięsa potrzeba zużyć 16 kilo zboża by wyżywić zwierzęta hodowlane. "
Za wolność Naszą i Waszą !! Za wolność i prawo do jedzenia dla milionów głodujących. Za wyzwolenie Ciebie od mięsa !
Życzę Ci tego z całego serca. Uwierz. Naprawdę poczujesz się lepiej! Nawet jak ograniczysz spożycie mięsa jeśli nie jesteś na tyle silny by całkowicie przestać.
Smacznego !
Ps: Przygotowuje podobny tekst o tytule " Ekolog jedzący mięso - to dla mnie jakiś absurd. " Jeśli masz jakieś informacje które mógłbym zamieścić albo jakieś ciekawe linki jakakolwiek pomoc będzie mile widziana !
"zwalczać wyzysk" to tak ogólnikowe pojęcie, każdy może pod takim płaszczykiem zarabiać pieniądze, kraść, monopolizować władzę itd. Walka z wyzyskiem to nie tylko pójście na strajk, czy podpisywanie petycji, są też różne inne formy akcji bezpośredniej, jak np. bojkot określonych towarów. Jeżeli wiem, że mięso jest nieekonomiczne, nieekologiczne, nieetyczne i doprowadza do ruiny kraje trzeciego świata, a przy okazji i mnie, to syfu nie ruszam. A banany wcinam- zazwyczaj ze śmietnika. Kawę piję od Zapatystów...
JEDZAC MIESO NISZCZYSZ ZIEMIE wiec i siebie
niestety Polscy Anarchisci i wolnosciowcy maja w dupie ludzi trzeciego swiata i zeby ocalic im (komus) zycie nie sa w stanie zrezygnowac nawet z kotleta a co dopiero prawdziwa walka
NIE OSZUKUJMY SIE WIEKSZOSC ANARCHISTOW TO POZERZY I FRAJERZY ZAWSZE SA PRZECIWKO WSZYSTKIMU itd
anarchia to przystanek miedzy szkola a kariera
nie slyszycie wolania ludzi z innego kontynetu
nie slyszycie wolania zwierzat o zycie
WOLICIE NIE SLYSZEC O NICZYM CO BURZY WASZ SPOKUJ
Jednym z rozwiązań jest porzucenie supermarketów i "markowych" sklepów, fair trade to jedno z możliwych rozwiązań.
Tym którzy rozumieją logikę systemu kapitalisttycznego oraz logikę systemu dystrybucji chciałbym powiedzieć o pewnych analizach z których wynika, że swiat jest w stanie wyzywić 10 miliardów mieszkańców tej ziemi, stosującą dietę jak choćby hindusi czyli mało mięsa dużo zbóż i warzyw. Ziemia jest natomiast w stanie wyżywić tylko 3,5 miliarda amerykanów. Jak wiemy ciągle nas więcej i więcej.
ps,jestem 15 lat VEG
jeden vegetarianin ratuje rocznie zycie okolo 90 zwierzat
snijcie dalej o rewolucji ze smiercia na talezu
dobro i zlo
zycie i smierc
dla mnie sprawa jest jasna
Świat ludzki - to nie twór natury to twór kultury i tu jak najbardziej można i należy zmieniać na lepsze.
piątek, 20 czerwca 2008
Griks szuka wydawcy !!
Los Buntownika jest juz prawie przepisany i wkrotce bedzie mozna go wydac." Tak jak ponizszy post pokazuje jak najbardziej chce byc otwarty na nasze spoleczenstwo. Moim marzeniem jest by moje ksiazki byly dostepne w kazdej ksiegarni dla kazdego. Jesli ktokolwiek moze mi w tym pomoc to wspaniale!!!
Los Buntownika w "Dzienniku Polskim"

Wyjechal do Holandii, poniewaz w Polsce nie widzial dla siebie perspektyw. Zarabial na zycie, grajac na gitarze. Mowia o nim, ze jest sklotersem, anarchista, punkiem lub po prostu buntownikiem.
W 2001 roku Griks wraz ze swoja dziewczyna Janka i corka Nea postanowili opuscic Polske i wyruszyc w poszukiwaniu lepszego zycia do Holandii. - Jedyna mozliwosc egzystencji dla mojej rodziny mialem poprzez mieszkanie na sklocie w Warszawie. Nie bylo tam warunkow odpowiednich do tego, by moglo z nami mieszkac dziecko - opowiada Griks i wyjasnia, ze skloting (ang. Squatting) to zajmowanie pustostostanow, zazwyczaj bez zgody wlasciciela, a sklot (squat) to po prostu zamieszkany przez sklotersow pusty dom.
Gdy wyjezdzal, Polska nie byla jeszcze czlonkiem Unii Europejskiej, a na prace w Holandii trzeba bylo miec specjalne zezwolenie. Griks go nie mial. - Wszystko bylo wiec tam dla mnie o wiele trudniejsze i bardziej niebezpieczne. Dla osoby przebywajacej nielegalnie w Holandii zwykle przejechanie na czerwonym swietle moglo skonczyc sie deportacja - wspomina Griks.
Tuz po przyjexdzie do Amsterdamu jego rodzina znalazla tymczasowe schronienie na istniejacym juz sklocie - w charakterze gosci. Musieli jednak szybko znalexc sobie cos innego, wiec po niedlugim czasie zasklotowali opuszczone mieszkanie. - Mielismy szczescie. W mieszkaniu byla woda, na dodatek ciepla, gaz oraz prad. Myslalem wtedy: jak to wspaniale miec wlasny dom - mowi Polak.
Z Polski przywiexli troche pieniedzy, a Griks zarabial na zycie, grajac na gitarze, wiec dawali sobie rade i wiazali koniec z koncem. Z pierwszego mieszkania zostali jednak po jakims czasie wyrzuceni. - Skloting w Holandii jest legalny, sa jednak pewne ograniczenia. Na przyklad, gdy wlasciciel udowodni, czesto w sadzie, ze chce cos zrobic ze swoim pustostanem, to sklotersi sa z niego wyrzucani - tlumaczy Griks.
Zasklotowane mieszkania zmuszeni byli zmieniac trzy razy, gdyz policja zjawiala sie z nakazem eksmisji. Istnialo tez ryzyko, ze zostana deportowani do kraju, dlatego starali sie nie mowic przy policji po polsku. Nie zawsze jednak im sie to udawalo. Pewnego razu, gdy musieli wyprowadzic sie ze sklotu na Tolstraat, zdenerwowany Griks zapomnial sie i zaczal rozmawiac z Janka po polsku. Po chwili podszedl do niego policjant i kazal mu isc razem z nim. Udalo mu sie jednak wyjsc z tego obronna reka i nie zostal deportowany.
Policja nie zawsze dawala rade wypedzic ich z zajetych mieszkan pokojowymi metodami. - Jesienia 2000 roku zdarzylo sie cos, co nazywamy "obrona Kalenderpanden" - opowiada Griks.
Janka wraz z Nea wyjechaly wtedy do Polski, wiec nie uczestniczyly w tym wydarzeniu. Obrona Kalenderpanden, czyli jednego z najwiekszych sklotow w Amsterdamie, trwala kilka godzin, podczas ktorych kilkuset sklotersow bronilo sie na barykadach przed atakami policji. - To bylo prawie jak powstanie warszawskie. Budujac z zapalem kolejne barykady, czulem sie, jak maly Gavroche - porownuje polski skloter.
Do rozproszenia broniacych sie sklotersow policja uzyla wtedy armatki wodnej oraz gazu lzawiacego. Pomimo to walki trwaly szesc godzin, po ktorych policji udalo sie spacyfikowac zbuntowane Kalenderpanden.
Griks od przyjazdu do Amsterdamu probowal swoich sil w roznych dorywczych pracach. - Duzo gralem na gitarze. Gralem glownie piosenki, ktore okreslilbym akustycznym punkiem z domieszka reggae. Co ciekawe, nawet tu, w Amsterdamie, spiewalem zawsze po polsku - opowiada chlopak.
Okazjonalnie sprzatal tez budynki, wykonywal drobne remonty i naprawy. Sprzedawal alternatywna gazete na demonstracji i nielegalnie piwo i napoje w parku.
Po wejsciu Polski do Unii Europejskiej czul sie oszukany. Nadal nie mogl legalnie pracowac. Teraz tez nie odczuwa wielkich zmian. Mimo to jego zycie stalo sie szczesliwsze. - Teraz jest o wiele lepiej. Nadal sklotuje, dodatkowo pracuje charytatywnie w skloterskim radiu i w klubie dla dzieci, gdzie ucze je filmowania. Sam duzo filmuje i tworze strony internetowe. Zaczalem takze samodzielnie studiowac homeopatie i wykorzystuje pozyskana wiedze, leczac ludzi, a wczesniej asystowalem jednemu doktorowi w prowadzeniu kliniki dla nielegalnych. Staram sie, w miare mozliwosci, pomagac innym - mowi Griks.
A wszystko to robi za darmo. Stac go na to, gdyz nie musi placic za mieszkanie, nie pali, nie pije. Kupuje tylko zdrowe, biologiczne i ekologiczne jedzenie dla siebie i dla corki, na ktore zarabia, pracujac na wypozyczanej taksowce rowerowej, przez dwie noce w weekend. Wozi turystow i Holendrow, wracajacych z weekendowego imprezowania.
Swoje nowe mieszkanie zasklotowali niedawno. Griks dba o to, zeby jego corka miala odpowiednie warunki, wiec niczego im tam nie brakuje. Sasiadow maja porzadnych. Starszego Anglika, ich przyjaciolke wraz z 10-letnim synkiem oraz mloda pare, ktora za kilka tygodni spodziewa sie dziecka.
Chlopak jest bardzo zadowolony z zycia w Amsterdamie. - To miasto wolnosci, tolerancji i perspektyw. Nawet gdy nie znalem angielskiego i przebywalem tu nielegalnie, dostrzegalem tu wieksze mozliwosci niz w Polsce, chociaz jestem Polakiem - przekonuje Griks.
Do Polski na razie wracac nie chce. Moze gdy bedzie juz stary? Tymczasem odwiedza Polske srednio raz na rok. Rozstal sie takze z Janka i poznal swoja prawdziwa milosc, dziewczyne o imieniu Rabia.
W wydawnictwie Red Rat wydal swoje pamietniki, zatytulowane "Los buntownika" i pracuje nad nowa ksiazka "Zycie aktywisty". Pisaniu poswieca wolne chwile. - Pisze w zeszycie, bo komputera nie udalo mi sie jeszcze jakos poskladac. Pisze glownie wtedy, gdy czekam na klientow, pracujac na rikszy - mowi Griks.
Chociaz wczesniej musial zmierzyc sie z wieloma problemami i przeciwnosciami, mowi, ze mu sie udalo. Osiagnal szczescie.
PIOTR KULAWIK
orginal :
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiYcZqJj8pIjXeLeODQyNmRm6nZyL6vE8bdHwyNr3OKqGCWFSqDesYsraTUFZCEWuqFNbNRp5JfyvOJ4DIjxjo2_L2iwj_6XQ7JeUPG4pqpSAKwuP5vIQCPNHAzevhgVF07qYc1PBPY3v0F/s400/los.jpg
środa, 14 maja 2008
Krótki wstępik do Losu Buntownika
Pod tym linkiem mozesz przeczytac wersje "fragmentow", ktora zostala wydana przez Ret Rat. Dostepna jest ona w tym wydawnictwie na papierze (info ponizej). Wersja elektroniczna z linkami do kazdego rozdzialu i z nowo opublikowanymi rozdzialami mozesz znalezc ponizej
Ksiazka Griksa "Los buntownika - fragmenty" nareszcie dostepna !!!
Wolność, równość, miłość, (=) anarchia, przyjaźń, rodzina, squating, punk, prawa zwierząt, prawa ludzi, ekologia, jedzenie zamiast bomb, pokój, tolerancja, przygoda, prawda, wegetarianizm jako sposób na nakarmienie głodnych w trzecim świecie, ocalenie zwierząt oraz siebie, duchowość, wiara w Boga, indywidualizm, DOBRO, (=) SZCZĘŚCIE, rozwój, nadzieja, wytrwałość...
...Tymi i nie tylko tymi wartościami i ideami pragnę się podzielić z Wami. Chciałbym by ta książka była jednym ze sposobów na osiągnięcie lepszego świata dla Was, dla naszych dzieci, dla Nas, Dla wszystkich. Do Was należy następny krok. Powodzenia !!!
RED RAT http://red-rat.w.interia.pl/ -Tu możesz zamówić książkę
http://positi.blogspot.com - na tych stronach możesz przeczytać więcej fragmentów * dostepna tez w anarchistycznej ksiegarni Fort Van Sjakoo na ulicy Jodenbreestraat 24 w Amsterdamie( wraz z innymi polskimi wydawnictwami i gazetami)
Ponizej mozecie przeczytac elektroniczna wersje ksiazki jednak...
Oczywiście bardziej polecam wersje papierowa. Lepiej się ja czyta. Po za tym, co ważne, mimo swej niekomercyjnosci także pomaga komus tam w Polsce prowadzić wydawnictwo, dzięki któremu ta ksiazka i inne wolnościowe pozycje moga byc wydawane. Kupując nie tylko otrzymujesz ladnie wydana broszurkę, ale także nadajesz sens jego istnieniu. Miłego czytania !!!
Krótki wstępik
Oto przed wami fragmenty mojej książki pt.: „LOS BUNTOWNIKA”. Jest to próba przedstawienia części mojego życia, czyli swego rodzaju pamiętnik. Pisany jest on językiem, jakim mówię, więc niektóre z zasad języka polskiego mogą tu być olane. Mimo to jestem otwarty na jakąkolwiek krytykę i wytknięcie mi błędów. Jeśli się wciągnąłeś w tą lekturę i chciałbyś przeczytać dalszy ciąg lub wyrazić zdanie na temat tej książki pisz pod adres:
/, Jeśli uważasz, że możesz w jakiś sposób pomóc mi w wydaniu tej książki, przepisywaniu jej z zeszytu na komputer, tłumaczeniu na inne języki lub w jakikolwiek inny sposób daj znać./
napisane okolo 2004 roku
Griks
Email: mgriks@gmail.com -adres najbardziej aktualny
Honthorststraat 42 hs - ten adres juz nie dziala
Amsterdam 1072 AX
Holland
Spis treści
zapisany duzymi literami to rozdzialy przepisane w calosci
a kursywa rozdzialy nie do konca przepisane we fragmentach
0. Wstęp filozoficzny
1. Początek kapeli ZBUNTOWANI
2. Papryka ratuje mi życie
3. Brutalny napad policji - tylko na stronach
4. Początek SPOKOCHATY
5. Food not bombs
6. Pożar na SPOKOCHACIE
7. Narodziny szczeniaków
8. Pierwsze skłotowanie w Amsterdamie
9. Holenderski państwowy rasizm
10. Obrona KALENDERPANDEN
11. Zjednoczona Europa –faszystowska granica
12. Projekcja na Fabryce
13. Straszna podróż
14. Psy skłoterskie najmądrzejsze. Psy skłoterskie najwierniejsze
15. Rainbow festiwal - tylko na stronach
16. Miłość
Rozdziały jeszcze nie przepisane, przez co nie zamieszczone w tej książce
17. Pierwsza direct action
18. Demonstracja anty McDonald w Pradze
19. Klinika
20. Kara za wolność
21. Dziecko małe-wina i kara. Dziecko duże –wina i kara.
środa, 16 kwietnia 2008
O Losie Buntownika w Dzienniku Polskim
Ponizej jeszcze niepublikowany artykul o Griksie.
Los buntownika
Wyjechał do Holandii, ponieważ w Polsce nie widział perspektyw na dalsze życie. Tuż po wyjeździe zarabiał na życie grając na gitarze. Mówią o nim, że jest squatersem, anarchistą, punkiem lub po prostu buntownikiem.
W 2001 roku Griks wraz z dziewczyną Janką i córką Neą, postanowili opuścić Polskę i wyruszyć w poszukiwaniu lepszego życia w Holandii. – Jedyną możliwość egzystencji mojej rodziny miałem poprzez mieszkanie na squacie w Warszawie. Nie było tam warunków dostatecznych by mieszkało tam dziecko – mówi Griks.
Squatting to, inaczej mówiąc, zajmowanie pustostojących budynków zazwyczaj bez zgody właściciela, a squat to po prostu zamieszkany przez squatersów pusty dom.
Gdy wyjeżdżał, Polska nie była jeszcze w Unii, a na pracę w Holandii trzeba było mieć specjalne zezwolenie. Griks go nie posiadał. - Wszystko było wiele trudniejsze i niebezpieczniejsze. Dla osoby przebywającej nielegalnie zwykłe przejechanie na czerwonym świetle może skończyć się deportacją - wspomina Griks.
Tuż po przyjeździe do Amsterdamu, tymczasowe schronienie znaleźli na istniejącym już skłocie, jako goście. Musieli jednak szybko znaleźć sobie coś innego, więc po niedługim czasie zaskłotowali własne opuszczone mieszkanie. - Mieliśmy szczęście. W mieszkaniu była woda, na dodatek ciepła, gaz oraz prąd. Myślałem sobie wtedy jak to wspaniale mieć wreszcie własny dom.
Z Polski przywieźli trochę pieniędzy a Griks zarabiał na życie grając na gitarze, więc jakoś dawali radę wiązać koniec z końcem.
Z pierwszego mieszkania zostali po jakimś czasie wyrzuceni. - Skłoting w Holandii jest legalny, są jednak pewne ograniczenia. Na przykład gdy właściciel udowodni, często w sądzie, że chce coś zrobić ze swoim miejscem, to squateresi są wyrzucani - tłumaczy Griks. Zaskłotowane mieszkania zmuszeni byli zmieniać trzy razy na skutek ewikcji, gdyż policja zjawiała się z nakazem eksmisji. Istniało też wtedy ryzyko, że zostaną deportowani z powrotem do kraju, dlatego starali się nie mówić przy policji po Polsku. Nie zawsze jednak im się to udawało. Pewnego razu gdy musieli wyprowadzić się ze skłotu na Tolstraat, zdenerwowany Griks zapomniał się i zaczął porozumiewać z Janką po polsku. Po chwili podszedł do niego policjant i nakazał udać się razem z nim. Został wtedy deportowany z powrotem do Polski, jednak udało mu się wrócić do Amsterdamu.
Policji jednak nie zawsze dawała radę pokojowo wypędzić ich z zajętych mieszkań. - Jesienią 2000 roku zdarzyło się coś co nazywamy "obroną Kalenderpanden" - opowiada Griks.
Janka wraz z Neą wyjechały wtedy z odwiedzinami do Polski, więc nie uczestniczyły. Obrona Kalenderpanden, czyli jednego z największych skłotów w Amsterdamie, trwała kilka godzin, podczas których kilkaset skłotersów broniło się na barykadach przed atakami policji. - To było prawie jak Powstanie Warszawskie. Budując z zapałem kolejne barykady czułem się jak mały Gavroche.
Do rozproszenia broniących się policja użyła wtedy armatki wodnej oraz gazu łzawiącego. Pomimo to walki trwały sześć godzin, po których policji udało się spacyfikować zbuntowane Kalenderpanden.
Od przyjazdu próbował swoich sił w różnych dorywczych pracach. – Dużo grałem na gitarze. Grałem głównie piosenki, które określiłbym akustycznym punkiem z domieszką reagge. Co ciekawe nawet tu, w Amsterdamie, śpiewałem zawsze po polsku.
Okazjonalnie sprzątał też budynki, wykonywał drobne remonty, naprawy. Sprzedawał alternatywną gazetę na demonstracji i nielegalnie, piwo i napoje w parku.
Po wejściu Polski do Unii czuł się oszukany. Nadal nie mógł legalnie pracować. Nie odczuwa jakichś wielkich zmian. Mimo to jego życie stało się szczęśliwsze. - Teraz jest o wiele lepiej. Nadal squatuje, a dodatkowo pracuje charytatywnie w squaterskim radiu, gdzie prowadzę swoją własną audycję o nazwie „Awakening”, oraz „Polski kwadrans. Pracuję też w klubie dla dzieci, gdzie uczę je filmowania. Sam dużo filmuje i tworzę strony internetowe. Wcześniej przez kilka lat pilnowałem dzieci na dużej przerwie, najpierw w szkole brytyjskiej, a potem w Montesori gdzie chodziła moja córka. Zacząłem także samodzielnie studiować homeopatię i wykorzystuję pozyskaną wiedzę lecząc ludzi, a wcześniej asystowałem jednemu doktorowi w prowadzeniu kliniki dla nielegalnych. Staram się w miarę możliwości pomagać innym.
A wszystko to za darmo, bez żadnego wynagrodzenia. Stać go na to gdyż, nie musi płacić za mieszkanie, nie pali, nie pije. Kupuje tylko zdrowe, biologiczne i ekologiczne jedzenie dla siebie i dla córki, na które zarabia pracując na wypożyczanej taksówce rowerowej, przez dwie noce w weekend, wożąc turystów i pijanych Holendrów wracających z weekendowego imprezowania.
Swoje nowe mieszkanie zaskłotowali dwa tygodnie temu. Griks dba o to, żeby jego córka miała odpowiednie warunki więc niczego im tam nie brakuje. Sąsiadów mają porządnych. Starszego Anglika, ich przyjaciółkę wraz z 10 letnim synkiem oraz młodą parę, której niedawno, urodziło się dziecko. Dziecko urodziło się na skłocie, gdyż stwierdzili, że warunki są na tyle dobre, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa.
Jest bardzo zadowolony z życia w Amsterdamie - To miasto wolności, tolerancji i perspektyw. Nawet gdy nie znałem angielskiego, będąc nielegalnym, dostrzegałem tu większe możliwości niż w Polsce będąc Polakiem.
Do Polski na razie wracać nie chce. Może gdy będzie już stary. Tymczasem odwiedza Polskę średnio raz na rok. Rozstał się także z Janką i dzielą się teraz opieką nad Neą. Poznał swoją prawdziwą miłość, dziewczynę o imieniu Rabia.
Wydał swoje pamiętniki zatytułowane "Los buntownika", dostępne w Polsce dzięki wydawnictwu Red Rat, a których fragmenty można znaleźć na stronie internetowej Griksa: www.positi.blogspot.com. Aktualnie pracuje nad swoją nową książką o tytule "Życie aktywisty", której poświęca swoje wolne chwile. – Piszę w zeszycie, bo komputera nie udało mi się jeszcze jakoś poskładać, głównie gdy czekam na klientów, pracując na rikszy.
Chociaż wcześniej musiał zmierzyć się z wieloma problemami i przeciwnościami, udało mu się. Osiągnął szczęście. On, squater, anarchista, punk lub po prostu buntownik.
PIOTR KULAWIK
środa, 2 kwietnia 2008
Awakening w radiu Patapoe
Awakening w radiu Patapoe
Radio patapoe jest zarówno internetowe jak i w eterze. Normalne fale
mają zasięg lokalny, a przez internet można nas słuchać na całym
świecie. Jesteśmy radiem pirackim. Słuchają je głównie skłotersi,
studenci, lecz także starsi ludzie , po których raczej bym się nie
spodziewał. Ogólnie staramy się by było jak najbardziej zróżnicowane.
Z jedynych ograniczeń jakie mogę zauważyć to, to że nie puszczamy
żadnej komercyjnej papki. Staramy się tworzyć alternatywę, a nie
powielać stacje nastawione na zysk. Dlatego nie ma u nas żadnych
reklam. Głównie przeważa muzyka eksperymentalna i elektroniczna, dużo
jest reggae, dub, techno i punk. Po za tym audycje jakie miałyby małe szanse zaistnieć w komercyjnym radiu. Ja z Rabią gramy program "awakening" przez 3
godziny w tygodniu (patrz plakat po prawej stronie , pod linkami na
stronach) w skład, którego wchodzi też "polski kwadrans"(a raczej pół godziny). Gadamy non
stop przez trzy godziny o ważnych dla nas sprawach : skłoterskich ,
politycznych, wolnościowych, ekologicznych, duchowych, prawach
ludzi , prawach zwierząt itp. Czasem zapraszamy gości z różnych
społecznych organizacji, by udzielili nam wywiadu o tym co robią. W tle
przeważnie leci jakiś anarcho punk z inteligentnym przekazem w innym
języku niż rozmawiamy, by słowa się nie mieszały. Posłuchaj sam...
http://www.freeteam.nl/patapoe
lub jeśli mieszkasz w Amsterdamie 88.3 FM
stare programy dostępne też na
http://www.positi.blogspot.com
lub
http://www.ourmediaindymedia.blogspot.com
Zapraszamy też każdego kto ma coś do powiedzenia do naszego programu. Zarówno angielsko holenderskiej części jak i polskiej. Skype rozwiązuje problem dużychh odległości i rachunków za telefon.Wystarczy się umówić...
Przekaż tą informację dalej jak możesz !!!
środa, 26 marca 2008
O Griksie i Losie Buntownika
Pare osob ostatnio zadaje mi wiele pytan. Jak zwykle dziele sie odpowiedziami z Wami, bo moze was to tez interesuje.
1. Czy mógłbyś wymienic wszystkie prace wykonywałeś przez cały okres bycia w Holandii
Jesli chodzi o prace zarobkowe to duzo gralem na gitarze, okazjonalnie sprzatalem, drobne remonty, naprawy, sprzedawalem gazete alternatywna na demonstracji, sprzedawalem nielegalnie piwo i napoje w parku. To jesli chodzi o moje prace zarobkowe. Robie duzo rzeczy za ktore nie otrzymuje zaplaty. Mieszkanie za darmo daje wielu ludziom tez mozliwosc robienia rzeczy za darmo, ktore sa nawet bardziej potrzebne niz zarabianie pieniedzy. Sa to : pomaganie organizowania aktywnosci dla dzieci w kazda srode w zalegalizowanym centrum squaterskim, uczenie dzieci filmowania i robienie z nimi reportazy by zmienic swiat na lepsze. Duzo filmuje, pisze,robie audycje w niezaleznym lokalnym radiu pisze strony internetowe www.positi.blogspot.com i biore udzial w tworzeniu alternatywnych mediow. Pomagam ludziom zasquatowac ich wlasny dom, jestem aktywny w demonstracjach o prawa ludzi i zwierzat. Ucze sie homeopatii , ktora staram sie pomagac mojej rodzinie i znajomym. Wczesniej asystowalem jednemu doktorowi w prowadzeniu kliniki dla nielegalnych. Po za tym pracuje tez nad soba uprawiajac joge mozliwie kazdego dnia , staram sie sadzic drzewa i bronic przyrody dla mojej corki, ktorej staram sie poswiecac jak najwiecej czasu tak jak mojej ukochanej Rabii.
2. Czy mógłbyś dokładniej je opisa np gdy grałeś na gitarze - gdzie grałeś, co grałeś, ile mniej wiecej zarabiałeś, grałeś na stojąco czy na siedząco i w jakich porach?
Az tak dokladnie to Ci nie opisze. Gralem glownie swoje piosenki ktore okreslilbym akustycznym punkiem z domieszka reagge. Spiewalem co ciekawe po polsku nawet tu w Amsterdamie czy w Berlinie wczesniej.
3. Jeśli chodzi o tą taksówkę rowerową to czy to jest Twoja taksówka? Kogo zazwyczaj wozisz? Gdzie trzymasz rower? Ile mniej wiecej zarabiasz? W jakich godzinach?
Taksowka rowerowa jest z firmy, ktora ostatnio przejelo dwoch innych szoferow( jeden Polak, jeden Holender ). Wynajmuje ja wtedy kiedy chce pracowac. Woze zazwyczaj turystow i pijanych holendrow wracajacych z weekendowego imprezowania.
4. Czy uważasz że sytuacja Twoja poprawiła się od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej? Jak się czułeś wtedy gdy to się działo? Czy było Ci łatwiej znaleź pracę i nie martwic się że mogą Cię deportowac?
Jakos nie bardzo to odczuwam. Gdy to sie stalo czulem sie oszukany, bo nie od razu moglismy legalnie pracowac. Bardziej sie martwilem jek Polska na tym wychodzi, bo to ze ja mam lepiej to wspaniale, ale nie zeby kosztem tych co zostali.
Co do ksiazki
- Gdzie ją piszesz? Na komputerze jakimś czy w zeszycie? W squacie czy w jakimś innym miejscu?
Pisze ja wszedzie gdzie mam czas. W zeszycie. Ostatnio najczesciej gdy pracuje na rykszy podczas czekania na kientow. Czasem uda mi sie gdzies ja poprzepisywac na komputerze lecz z tym ostatnio ciezko bo w tym nawale obowiazkow i wydatkow nie udalo mi sie zadbac by poskladac jakis komputer.
- Jak planujesz ją wydac? Przez tego samego wydawce co "Los buntownika"? Czy bedzie dostepna tez w Polsce? Bo Los buntownika widziałem nawet na allegro.
-Marzy mi sie by byla dostepna dla kazdego na polkach w kazdej ksiegarni, a nie ograniczla sie tylko do naszego swiatka. Dlatego sprzedaje ja kazdej polsko mowiacej osobie spotkanej tu w Amsterdamie
- Jakie masz warunki na swoim aktualnym squacie? Z kim mieszkasz? Czy masz prąd, gaz i ciepłą wodę?
Pozitivenest 2 zasqutowalismy 2 tygodnie temu. Mieszkam z moja ukochana Rabia, Nea. Obok mieszka jeden starszy Aglik, Jedna Mama z 10 letnim synkiem, ktorzy sa naszymi przyjaciolmi odkad przyjechalismy do Amsterdamu, oraz Para, ktora wlasnie za tydzien, moze dwa oczekuje dziecko, ktore urodzi sie na squacie. Oczywiscie warunki tam gdzie mieszkaja dzieci , a tym bardziej gdzie beda dzieci sie rodzic musza byc wystarczajaco dobre.
- I jeszcze jedno ile razy byłeś wyrzucany przez "bastardów" ze skłotów od kiedy przyjechałeś do Amsterdamu?
Trzy razy.
Ile osób uczestniczyło w obronie Kalenderpanden? (tak ogólnie np kilkadziesiąt lub kilkaset).
KIlkaset. Jesli wejdziesz na moje strony mozesz zobaczyc pod rozdzialem o Kalenderpanden zobaczyc krotki film o tym, z telewizji.
Mam nadzieje ,ze odpowiedzialem Ci wyczerpujaco na twe pytania. Jesli chcesz wiedziec cos jeszcze ...
Po za tym fajnie by bylo jakbys mi przeslal material do autoryzacji. Wtedy unikniemy jakis bledow i niedomowien. Jesli wyslesz mi nawet material roboczy to szybciej bede mogl zrobic korekte. Trzymaj sie i dzieki za twe zainteresowanie. Mam nadzieje , ze bedziesz zadowolony z artykulu, ktory napiszesz.
Griks
poniedziałek, 24 marca 2008
Pare slow o "Losie Buntownika"
Ktos mnie ostatnio zapytal te pare pytan. Pomyslalem, ze Wy tez moze chcecie wiedziec...
-czy całość masz już przepisaną z zeszytu na komputer?;
Niestety calosci wciaz nie mam przepisanej na komputer. Jako, ze zycie aktywisty jest aktywne niestety nie mam czasu wszystkiego przepisac. Marze o dniu kiedy ktos zaofiaruje mi swa pomoc.
-czy książka została poddana korekcie (błędy stylistyczne, ortograficzne)?;
Wszystko co uda mi sie przepisac publikuje na moich stronach, takze we wstepie wydanych fragmentow prosze ludzi by wytykali mi bledy. " Fragmenty" wciaz maja wiele bledow, ktore chcialbym poprawic. Pare osob pomagalo mi w korekcie fragmentow, lecz wciaz gdy to przeczytalem to zauwazylem , ze wiele umknelo ich uwadze. Byloby wspaniale jak ktokolwiek kto czyta ksiazke wysylal mi korekte bledow ktore zauwazyl. Generalnie chcialbym wykropkowac "ocenzurowac przeklenstwa, tak by dzieci i starsi ludzie czytali to bez oburzania sie.
-czy i do ilu wydawnictw pisałeś przesyłając im fragmenty książki ?
Fragmenty wyslalem tylko do kilku, malych, niezaleznych i wolnosciowych wydawnictw by zobaczyc jak to chwyci na swoim podworku. Jednak moim marzeniem jest by ksiazka byla dostepna dla wszystkich, by mozna ja bylo dostac w kazdej ksiegarni
...I to tyle
środa, 5 marca 2008
Wywiad o Losie Buntownika
Tak by takze innym rozjasnic troche o kksiazce pisze pare odpowiedzi na pytania pewnego milego dziennikarza:
Witam
Mam nadzieję, że mnie pamiętasz. Spotkaliśmy się kilka (kilkanaście?) nocy temu na ulicach Amsterdamu i kupiłem od Ciebie fragmenty pamiętnika o nazwie "Los buntownika". Mówiłem, że współpracuje aktualnie z xxxxxxxxx (regionalna gazeta wydawana w małopolsce). Pytałem wtedy czy mogę napisać relację odnośnie Twojego wyjazdu za granicę. Otrzymałem wtedy odpowiedź, że nie ma problemu i jeśli będę miał jakieś pytania to żebym pisał na maila.
Otóż skończyłem właśnie czytać "Los buntownika" i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem i relację jak najbardziej chciałbym napisać. Jednakże mam też do Ciebie kilka pytań:
- Przede wszystkim chodzi mi o chronologię zdarzeń, mianowicie czy rozdziały ułożone są tak, że każde opisane w nich zdarzenie miało miejsce jedno po drugim, czy też kolejnośc zdarzeń została pomieszana? Jeśli to drugie to czy mógłbyś powiedzieć co miało miejsce po czym?
-Co do chronologii wszystko następuje po sobie jak w rzeczywistości, a co czasu kiedy się co wydarzyło możesz znalezc daty w internetowej wersji
http://positi.blogspot.com
znajdziesz tam inne rozdziały, a także fragmenty mojej nowej ksiazki " Zycie aktywisty " - która wciaz pisze i chyba jest jak me życie duzo lżejsza, choc moze bardziej filozoficzna.
- Które to były lata? Chodzi mi o sam moment wyjazdu? Czy byliśmy już wtedy w Unii? Czy praca w Holandii była już dla Polaków legalna tak jak teraz?
- Bylo to w 2001. Nie bylismy wtedy jeszcze w unii. Praca w Holandii nie byla legalna. Wszystko bylo duzo trudniej i niebezpieczniej. Dla osoby, ktora jest nielegalnie przejazd przez skrzyzowanie na czerwonych swiatlach moze sie skonczyc deportacja
- Dlaczego wogóle wyjechałeś z Polski, i dlaczego akurat do Amsterdamu?
- Jedyna mozliwosc egzystencji mojej rodziny mialem poprzez mieszkanie na squacie w Warszawie gdzie zarabialem pieniadze na utrzymanie nas wszystkich. Nie bylo tam warunkow dostatecznych by mieszkalo tam dziecko
- Jak przebiegała podróż do Holandii? Czy były po drodze jakieś krótsze bądź dłuższe przystanki? Bez żadnych przygód, czy też z kłopotami?
- Problemow bylo duzo. Wszystko opisalem w rozdziale " Straszna podroz", ktorego fragment mozna przeczytac we "fragmentach"
- Co się działo tuż po tym jak przyjechałeś do Amsterdamu? Gdzie mieszkałeś przed pierwszym skłotowaniem? Jak się utrzymywałeś?
- Przed pierwszym squatowaniem mieszkalem w squatach ,ktore udzielily nam tymczasowego schronienia, do czasu jak nie znajdziemy czegos innego. Mielismy troche puieniedzy jak przyjechalismy, a po za tym ja gralem na gitarze na ulicy.
- Jeśli skłoting jest legalny w Holandii, czemu "bastardy" wyrzucały was z mieszkań?
- Squating jest legalny jednak sa pewne ograniczenia, np jesli wlasciciel udowodni ( czasem w sadzie ) ze naprawde chce cos zrobic z miejscem , to squatersi sa wyrzucani.
- Co się stało po aresztowaniu na Tolstraat? Czy zostałeś wypuszczony bez problemów? Co stało się z Janką i Neą?
- Tego mozesz sie dowiedziec w dalszej czesci fragmentow jak tylko uda mi sie ja przepisac. Nie chce tego zdradzac, bo plytka odpowiedzia zniechecilbym Cie do przeczytania barwnej historii.
- Kiedy dokładnie wydarzyła się obrona Kalenderpanden? Jak się zakończyła? Gdzie wtedy były Janka z Neą?
- 2001 ( jesien (?) Janka z Nea byly akurat w Polsce. Jak sie zakonczylo odp. jak w porzednim pytaniu.
- Co się stało z wami po aresztowaniu w metrze? Znaelźliście te 29 euro? Czy też poszliście do aresztu?
-- Tego mozesz sie dowiedziec w dalszej czesci fragmentow jak tylko uda mi sie ja przepisac....
- Jak teraz wygląda Twoje życie? Mianowicie gdzie mieszkasz czy nadal skłotujesz?) ? Gdzie pracujesz? Ile zarabiasz (jeśli to nie jest zbyt intymne pytanie)?
- Duzo lepiej. Dalej squatuje. Pracuje w squaterskim radiu, w klubie dla dzieci, pisze ksiazke, robie strony, lecze homeopatycznie, studiuje homeopatie ( samodzielnie ) pomagam ludziom - To moja praca za ktora nie otrzymuje pieniedzy i ktora moge robic dzieki temu ze mieszkam za darmo, nie pale, nie pije, nie kupuje nic oprocz jedynie zdrowego, biologicznego, ekologicznego jedzenia dla mojej rodziny na ktore mnie stac dzieki temu, ze pracuje na taksowce rowerowej dwie noce w weekendy.
- Rabia jest Polką, czy też Holenderką lub innej narodoości? Jak i kiedy się poznaliście?
-Rabia jest Angielka, Cyganka, Nigeryjka a moze po prostu Ziemianka
- Czy nadal współpracujesz z Food not Bombs? Czy oni nadal istnieją?
- Czasami. FNB istnieje w bardzo wielu krajach. W Polsce jest wiele grup wystarczy ze spojrzysz w internecie
- O co chodziło z tą wyprawą do Niemiec? Po co ona w ogóle była? Na jak długo? Co się działo wtedy z Janką i Neą?
- Chodzi Ci o straszna podroz ? Przez Niemcy jedynie przejezdzalismy w kierunku Holandii. Reszty mozesz sie dowiedziec w dalszej czesci fragmentow jak tylko uda mi sie ja przepisac...
- U kogo teraz jest pod opieką Nea?
-Nea jest pod opieka moja i Janki. Dzielimy się czasem po polowie, a po za tym kupuje jej bio jedzenie.
- Czy jesteś zadowolony z życia w Amsterdamie, czy nie chcesz wrócić na stałe do Polski? Jak często odwiedzasz Polskę?
- Bardzo jestem zadowolony z zycia w Amsterdamie. To miasto wolnosci, tolerancji i mozliwosci. Nawet gdy nie znalem angielskiego , bedac nielegalnym dostrzeglem tu wieksze mozliwosci niz w Polsce bedac Polakiem. Wrocic do Polski ? Na stale, moze gdy bede stary.Odwiedzam , moze raz na rok, moze rzadziej. A tak w przenosni caly czas tam jestem. W postaci mojej ksiazki wracam tam za kazdym razem gdy ktos ja tam czyta. Moj, wierze ,ze pozytywny przekaz to moja pomoc temu narodowi zobaczyc inna droge, ze mozna inaczej, ze zawsze jest jakas alternatywa, ze MIlosc to cos glebszego, co uratujwe swiat...
Trochę tych pytań sie uzbierało, mam jednak nadzieję, że nie będzie to dla Ciebie wielkim problemem. Jakbyś miał jeszcze jakieś zdjęcie swoje lub miejsca w któym mieszkasz/mieszkałeś, pracujesz/pracowałeś lub po prostu jakieś zdjęcie Amsterdamu które chciałbyś dołączyć do relacji to są one mile widziane (tylko dopiszproszę kto robił zdjęcie).
Na koniec tylko jeszcze raz napiszę, że jestem pod wrażeniem. Naprawdę podziwiam za odwagę i determinację.


