środa, 29 lutego 2012

Indie:100 milionów ludzi wzięło udział w strajku generalnym


27 lutego w Indiach miał miejsce strajk generalny, w którym wzięło udział ok. 100 000 000 pracowników/-czek (według szacunkowych danych portalu Libcom.org), zatrudnionych w różnych sektorach i branżach, domagających się między innymi ustalenia krajowej płacy minimalnej oraz gwarancji zatrudnienia. Na 24 godziny prace wstrzymały kopalnie, porty i doki, kolej i lotniska i sektor energetyczny, a sektor bankowy został całkowicie wyłączony. Nie funkcjonował transport drogowy.

W ciągu ostatnich miesięcy rosła fala żywiołowych demonstracji w Indiach. M.in. protestujący domagają się uznania praw związkowych w branży motoryzacyjnej. (W fabryce Hyundaia doszło do dwudniowej okupacji fabryki.) W Air India doszło do dzikiego strajku personelu pokładowego, a pracownicy firm telekomunikacyjnych i górnicy strajkowali przeciw planom prywatyzacyjnym. Do strajku generalnego przyłączyło się kilkanaście central związkowych.

Najważniejsze z żądań strajkujących dotyczyły zrównania praw przysługujących pracownikom/-czkom tymczasowym z uprawnieniami jakie posiadają osoby zatrudnione na umowy o pracę, podniesienia płacy minimalnej i ustanowienia jej na poziomie krajowym, zaprzestania ataków na związki zawodowe, utworzenia krajowego funduszu ubezpieczeń społecznych, podwyżek emerytur oraz zwalczania korupcji.

Przeciwko strajkowi skierowano znaczne siły policyjne, blisko 100 osób zostało aresztowanych za "utrudnianie ruchu drogowego". W ostatnich miesiącach następuje intensyfikacja działalności ruchu pracowniczego w Indiach, drugim po Chinach najludniejszym kraju na świecie, zaliczanym do grupy krajów rozwijających się o rosnącym potencjale gospodarczym i wciąż ogromnych nierównościach społecznych.

Za: lewica.pl, za libcom.org,cia.media.pl


wtorek, 28 lutego 2012

Waterproof film o tym jakie zagrożenia niesie wydobycie gazu łupkowego



z http://butelkiikamienie.blogspot.com
Waterproof 

Rzeczowy film o tym jakie zagrożenia niesie wydobycie gazu łupkowego w naszym kraju.
Film szeroko omawia takie zagadnienia jak przyznawanie koncesji na wydobycie, szczelinowanie (fracking), zagrożenia środowiskowe, PR koncernów wydobywczych i prowydobywcza kampania. Warto zobaczyć co nas czeka w najbliższej przyszłości.

czwartek, 23 lutego 2012

Oświadczenie organizatorów akcji Jedzenie Zamiast Bomb w Gdańsku

Oświadczenie ws. zakazu zgromadzenia publicznego w dniu 29 stycznia 2012 roku

W związku z licznymi manipulacjami zawartymi w informacjach rozpowszechnianych przez pracowników Urzędu Miejskiego w Gdańsku oraz Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, oświadczamy że:

1. Akcja “Jedzenie Zamiast Bomb” jest prowadzona przez gdańskie środowiska anarchistyczne w każdą zimę nieprzerwanie od ponad 10 lat. Polega ona na cotygodniowym rozdawaniu bezpłatnych wegetariańskich posiłków potrzebującym, jednak jej podstawowym założeniem nie jest działalność charytatywna, lecz polityczny protest wobec polityki władz trwoniących publiczne pieniądze m.in. na wojny i zbrojenia, kosztem wydatków na rozwiązywanie realnych problemów społecznych. W obecnym sezonie zimowym wydawanie posiłków przenieśliśmy spod Dworca PKP na Długi Targ, a za główny cel protestów obraliśmy antyspołeczną politykę władz miasta Gdańska na czele z prezydentem Pawłem Adamowiczem. Sprzeciwiamy się regularnym podwyżkom opłat dla mieszkańców (m.in. czynszów, wody czy biletów komunikacji miejskiej) oraz likwidacji miejskich instytucji publicznych (np. szkół), w sytuacji gdy władze miasta trwonią setki milionów złotych na niepotrzebne, niedochodowe i nieakceptowane przez mieszkańców inwestycje.

2. Co tydzień z naszej pomocy korzysta kilkadziesiąt osób, zarówno bezdomnych, jak i innych mieszkańców Gdańska, których nie stać na zapewnienie sobie w inny sposób pełnowartościowego, ciepłego posiłku. W czasie trwania akcji wywieszamy transparenty, rozdajemy przechodniom ulotki opisujące sytuację w mieście (dla turystów mamy ulotki w trzech językach), a zainteresowanym tłumaczymy na czym polega nasza akcja. W ostatnich kilku tygodniach zbieraliśmy również podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego. Nasze cotygodniowe akcje są każdorazowo rejestrowane jako zgromadzenia publiczne w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. Rejestracji dokonuje osoba prywatna, gdyż inicjatywa „Jedzenie Zamiast Bomb” nie jest stowarzyszeniem ani żadną inną formalną organizacją. Na pierwsze rozdawanie posiłków w obecnym sezonie zimowym, Urząd Miejski przysłał swojego przedstawiciela, który obserwował całą akcję oraz notował treść wywieszonych przez nas transparentów. Należy więc uznać, że Urząd Miejski już od grudnia 2011 roku dysponował pełną wiedzą na temat charakteru naszych zgromadzeń.

3. W piątek 27 stycznia, na 10 minut przed końcem pracy Urzędu Miejskiego, organizator zgromadzenia otrzymał wiadomość email z treścią decyzji o zakazie przeprowadzenia zgromadzenia w dniu 29 stycznia (zgromadzenie zgłoszono do UM dnia 12 stycznia). W uzasadnieniu napisano, że zgromadzenie nie może się odbyć z powodu konieczności zapewnienia bezpieczeństwa dla mającego się odbyć w tym samym czasie zamknięcia „Obchodów Roku Jana Heweliusza 2011”, w tym (cytat) „gry planszowej, która wymaga zajęcia powierzchni o wymiarze 100m2” (ulica Długi Targ w Gdańsku ma powierzchnię około 6,000m2). W obliczu tak absurdalnego uzasadnienia oraz wydania decyzji o zakazie po ustawowym terminie 3 dni od zgłoszenia zgromadzenia, aktywiści postanowili zignorować zakaz i przeprowadzić akcję w tym samym miejscu i w takiej samej formie, w jakiej odbywa się ona co tydzień. Następnie dnia 1 lutego organizator zgromadzenia złożył odwołanie od decyzji UM do Wojewody Pomorskiego (osobiście w biurze podawczym Urzędu Wojewódzkiego).

4. Zgodnie z ustawą Wojewoda miał obowiązek rozpatrzyć odwołanie w ciągu trzech dni od jego złożenia. Kiedy 13 lutego organizator wciąż nie otrzymał żadnej odpowiedzi na złożone odwołanie, ponownie udał się do Urzędu Wojewódzkiego, gdzie otrzymał pisemną decyzję o „niedopuszczalności odwołania od decyzji o zakazie zgromadzenia”. Za uzasadnienie podano fakt, że odwołanie złożono za wcześnie – na jeden dzień przed otrzymaniem decyzji pocztą – co zdaniem urzędników nie pozwalało stwierdzić, czy osoba odwołująca się od decyzji decyzję tą otrzymała.Należy zaznaczyć, że z wydaniem decyzji o niedopuszczalności odwołania Urząd Wojewódzki zwlekał do momentu, gdy minął ustawowy termin na odwołanie.

5. W związku z powyższymi okolicznościami, całą sprawę traktujemy jako nieudolną próbę zamiecenia pod dywan faktu, że prezydent Paweł Adamowicz po raz kolejny w sposób bezprawny i bezczelny próbuje zakazywać zgromadzeń publicznych, które stanowią zagrożenie dla jego medialnego wizerunku i dobrego samopoczucia. Największy wywieszany podczas akcji JZB transparent ma treść „BUDYŃ SZKODZI!” i podejrzewamy, że to właśnie on – razem z widokiem głodnych i bezdomnych osób na reprezentacyjnym placu „miasta wolności i solidarności” – stanowił główną przyczynę zakazania nam przeprowadzenia protestu. Paweł Adamowicz nie życzył sobie takich widoków podczas uroczystości ze swoim udziałem.

6. W dniu dzisiejszym wysłaliśmy do Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku wniosek o przywrócenie terminu na złożenie odwołania od decyzji o zakazie zgromadzenia, z uwagi na uprzednią decyzję wojewody, która w praktyce odebrała nam możliwość złożenia odwołania w terminie – wniosek ten jest naszą propozycją w stosunku do wojewody, która umożliwi mu wyjście z twarzą z zaistniałej sytuacji. Chcemy skorzystać z naszego prawa do odwołania od decyzji o zakazie zgromadzenia, aby ostatecznie to sąd mógł orzec o tym, czy gdańskie władze mogą pod byle pretekstem i bez dochowania ustawowych terminów odbierać obywatelom prawo do gromadzenia się. W przypadku jeśli prawo do odwołania zostanie nam odebrane, złożymy pozew przeciwko władzom Gdańska do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, dotyczący złamania Artykułu 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, mówiącego o wolności zgromadzeń.

Apelujemy do mediów, szczególnie tych odwołujących się do idei obywatelskiej kontroli działań władz publicznych, o nagłośnienie i monitorowanie tej sprawy. Dotyczy ona nie tylko ciepłej zupy dla osób potrzebujących, czy interpretacji zawiłych przepisów prawnych, ale przede wszystkim fundamentalnego prawa obywateli do publicznego protestu, również (i w szczególności) w sytuacjach, kiedy takie protesty są władzy nie na rękę.

Kolektyw „Jedzenie Zamiast Bomb” Gdańsk


poniedziałek, 20 lutego 2012

Food Not Bombs - podejmijmy akcję polityczną zamiast charytatywnej

Nad publikacją przemyśleń w temacie „Jedzenie Zamiast Bomb” zastanawiałem się od dłuższego czasu, jednak to tekst z „Wyborczej” i reakcja polskich najemników (czyt. wojska polskiego) na komentarze w Internecie na ich temat, sprowadziły ostateczną reakcje i próbę rozprawy z ideologicznym podłożem akcji Jedzenie Zamiast Bomb.
Sama akcja odbywa się w wielu miastach Polski od kliku, przez kilkanaście do kilkudziesięciu lat. Polega ona – po krótce - na rozdawaniu (głównie w okresie zimowym – choć nie tylko) ciepłych wegetariańskich posiłków osobom potrzebującym.

Do tej pory także zaobserwowałem osobiście (jak pewnie również wielu z was), że cała akcja cieszy się dobrym odbiorem wśród społeczeństwa, przyciąga uwagę, tworzy (o ile możemy o takowym w ogóle mówić) pozytywny PR dla ‘ruchu’. 

Jak natomiast sama akcja wygląda od strony, która jest równie ważna jak dokarmianie głodnych ludzi – tj. tej politycznej? Otóż wg mnie nie wygląda. Dlaczego skoro akcja odbywa się w tak wielu miejscach w kraju i ma tak pozytywny wydźwięk, nie dodać mocnego akcentu na to, dlaczego właściwie się odbywa i na czym opiera? Brak jest informacji o ruchu anty wojennym, dla którego, mimo odwołania przymusowego poboru, pozostaje wciąż wiele do zrobienia. Wojsko polskie wciąż odbywa „misję” choćby w Iraku czy Afganistanie pozbawiając nierzadko życia cywilów i dzieci, prowadząc wojnę zaczepną z pieniędzy podatników – czyli nas wszystkich.
Chciałbym się mylić, bo nie docierają do mnie osobiście informacje z wszystkich ośrodków organizujących akcję, ale nie słyszałem (prócz paru wyjątków), żeby pracowano nad jakimiś ulotkami* informującymi o stanie wojny i okupacji jaką prowadzi państwo polskie, aby informowano w jakikolwiek sposób (plakaty, banery) o podłożu całej akcji i celu jej organizacji.

Można by dzięki temu informować o wspomnianym wcześniej i tak skandalicznym posunięciu jak skarżenie internautów za rzekomo obrażające najemników komentarze, czy choćby o tym jak duże i nie potrzebne są to wydatki. Statystyki mówią, że społeczeństwo polskie jest za wycofaniem wojsk z Afganistanu, co więc powoduje że ten potencjał pozostaje niewykorzystany? Czym w końcu staje się ta akcja jak nie charytatywną szopką i poczuciem spełnionej – o ironio – misji wobec słabszych.

 Food Not Bombs

Parę pomysłów na rozwinięcie akcji:

- Skoro z akcji zostają resztki jedzenia, obierki itp. to może warto by zbić koryto i nakarmić tym świnie** – z urzędu miasta, ot mały performance.

- Informacje lokalne i ze świata - o likwidacji szkolnych stołówek, podnoszeniu cen za obiady w szkołach czy wydatkach na nowe zbrojenia, których nie brakuje w ostatnim czasie.

- Jeśli w mieście działa kooperatywa spożywcza to na pewno warto by przekazywać informacje o tym ludziom, którzy niejednokrotnie przychodzą na akcję po jedzenie, bo ich dochody nie pozwalają na przyrządzanie normalnych posiłków, nie tylko ludzie bezdomni.

Moja myśl przewodnia w temacie jest taka, że skoro już coś robimy – co nieźle nam swoją drogą wychodzi - to róbmy to dobrze.

** Należą się przeprosiny dla zwierzątek za porównanie
* Poniżej prezentuję tylko przykładowy tekst takiej ulotki która rozdawana była podczas akcji w Gliwicach:

Jedzenie Zamiast Bomb ( Food Not Bombs ) jest oddolną inicjatywą społeczną, która rozdając potrzebującym darmowe, wegetariańskie posiłki usiłuje zwrócić uwagę na politykę władzy wobec własnych obywateli, oraz niesprawiedliwą dystrybucję podstawowych dóbr materialnych.

Obecnie 826 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu głodu i niedożywienia - z czego 792 miliony w krajach rozwijających się oraz 34 miliony w krajach uprzemysłowionych. 2 miliardy ludzi (czyli 1/3 populacji) nie dysponuje dostateczną ilością pożywienia. Gdyby zebrać wszystkich głodujących na świecie, zaludniliby cały kontynent, a liczba jego mieszkańców byłaby większa od ludności Ameryki Północnej i Europy Zachodniej razem wziętych.

3 miliardy ludzi na świecie usiłuje przeżyć za 2 dolary dziennie. Blisko 1/4 ludzi - 1,3 miliarda - żyje za mniej niż 1 dolar dziennie. Tymczasem aktywa 358 miliarderów przewyższają łączne dochody roczne krajów, które zamieszkuje 45% ludności świata. Suma aktywów trzech najbogatszych ludzi świata jest większa, niż łączny PKB wszystkich krajów najmniej rozwiniętych.

Tymczasem światowe wydatki na zbrojenia rosną, pomimo kryzysu gospodarczego. W 2010 roku osiągnęły rekordową sumę 1,6 biliona dolarów. Stany Zjednoczone zanotowały wzrost wydatków o 2,8 procenta do 698 miliardów dolarów. Jest to wynik prowadzenia kosztownych operacji militarnych w Afganistanie i Iraku.
Za cenę jednego pocisku rakietowego szkoła pełna głodnych dzieci mogłaby przez 5 lat wydawać codzienny posiłek południowy, a za cenę dziesięciu bombowców Stealth, lub dwudniowe światowe wydatki na cele wojskowe można było uniknąć śmierci ponad 100 milionów dzieci.

W Polsce z powodu skrajnego ubóstwa cierpi około 2 milionów osób. Ich dochody nie pozwalają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Kolejne 5 milionów zmaga się z trudnymi warunkami życiowymi. W roku 2010 dożywiania wymagało ponad 130 tysięcy dzieci. Z takim wynikiem Polska plasuje się na trzecim miejscu w Unii Europejskiej za Bułgarią i Rumunią.

Tymczasem w 2011r. na wykonanie zadań związanych z obronnością kraju zaplanowano 27 mld. złotych, natomiast według szacunków Federacji Polskich Banków Żywności w Polsce marnuje się rocznie 9 mln ton jedzenia!

80 procent głodujących na świecie dzieci żyje w krajach, gdzie istnieje nadwyżka produkowanej żywności, produkowanej niestety dla zwierząt, które zostaną zjedzone przez zaledwie 480 milionów ludzi z krajów bogatych. Do takiego stanu rzeczy przyczynia się przede wszystkim niewyobrażalne marnotrawstwo pokarmu roślinnego, z którego "produkuje się" mięso. Aby otrzymać 1kg mięsa, hodowane zwierzę musi zjeść prawie 10 kg paszy lub innego pokarmu roślinnego. Stąd blisko 90% upraw na świecie (w tym obszary pastwisk) przeznaczonych jest na produkcję pokarmu dla zwierząt!

Tak więc to nie brak żywności, ale miliardy przeznaczane corocznie na zbrojenia oraz nieekonomiczna dieta mięsna są głównymi powodami głodu i niedożywienia. Powyższe dane świadczą o ignorancji rządów na całym świecie względem potrzeb swoich obywateli, napędzając lobby wszelkich koncernów kontynuują politykę wykluczenia wobec potrzebujących.

Nie możemy dłużej akceptować tego stanu rzeczy, JEDZENIE ZAMIAST BOMB!

czwartek, 16 lutego 2012

Konkurs Najgorsi Pracodawcy 2011


Związek Syndykalistów Polski organizuje po raz czwarty konkurs na najgorszych pracodawców roku. Konkurs ten jest odpowiedzią na przeprowadzane co roku konkursy na "najlepszych" pracodawców.

ZSP oczekuje na zgłoszenia kandydatów do tytułu "Najgorszego pracodawcy roku 2011" do 1 marca 2012. Zwycięzca konkursu dostaje od związku certyfikat oraz darmowe porady, jak polepszyć warunki pracy w firmie.

Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres: konkurs@najgorsipracodawcy.pl lub przez formularz na stronie konkursu Najgorsi Pracodawcy.

Ściągnij plakat do drukowania! A4 | A3

Demokracja bezpośrednia w Egipcie

Nie tylko kontynuacja rewolucji Egipt żyje czyli rewolta przeciw dyktaturze armii i policji oraz antyrządowymi masowymi demonstracjami, co można by określić mianem powstania. Tak rewolta się nie skończyła, gdyż wciąż plac Tahrir jest okupowany przez demonstrujących oraz wciąż protesty nie ustają. Ludzie się nie poddają. Wiem to z drugiej reki, co tez pokazywane jest na niektórych kanałach telewizyjnych.

Demokracja bezpośrednia, okazuje się, istnieje tu od dłuższego czasu w niektórych wioskach czy miasteczkach. Opisze czytelnikom i czytelniczkom, demokracje bezpośrednia na przykładzie miasteczka/wioski Qurna na Zachodnim Brzegu miasta Luxor, oddalonej o 500 km na południe od Kairu w Egipcie.

Od 8 dni przebywam na Zachodnim Brzegu rzeki Nil, dzięki czemu mam okazje poznać ludzi, cale ich rodziny. Zachodni Brzeg tym się rożni od Wschodniego Brzegu, gdzie mieści się miasto Luxor, ze jest spokojniejsze i mniej komercyjne. Obydwa brzegi bogate są w pozostałości starożytnych cywilizacji, lecz na wschodnim Brzegu lokalni ludzie inaczej traktują przybysza spoza Egiptu, którzy otwarci są na wzajemny kontakt międzyludzki, a i nie jest widoczny chaos na ulicy w postaci hałaśliwych silników samochodów oraz motorów czy nieustannego trąbienia kierowców. Dzięki temu można się odprężyć.

Pierwsze noce spałem przy drogach pomiędzy polami i kanałami. Mając jeszcze w pamięci mój wypad rowerowy na północ od Kairu oraz sam Luxor i Kair, gdzie ludzie nie dadzą spokoju widząc człowieka spoza Egiptu, co ma pozytywne jak i negatywne strony, tu ludzie ukazali mi dobre serce zapraszając do siebie do domostw. Skorzystałem z kilku zaprosin i gościny udostępnienia mi miejsca na nocleg jak i poczęstunku jedzenia, o dziwo zawsze wegańskiego, czy to ze względu na szacunek do mojego sposobu żywienia czy spowodowane brakiem pieniędzy na droższe mięso oraz nie częstym zabijaniem zwierząt hodowanych na tzw. wolnym biegu (podobnie miałem w Maroku, często w Turcji, Jordanii, Libanie oraz Palestynie).

Jedna z osób oferujących mi miejsce noclegu był dyrektor szkoły gimnazjum, z którego gościny skorzystałem. Tym miejscem okazała się wspólna przestrzeń dla rodziny jak i gości, w czasie spotkań rodzinnych czy rożnych świąt. Bezinteresowność mieszkających tu ludzi wzbudziła u mnie ogromy szacunek. Od samego początku w mieście Qurna jak i okolicznych wioskach organizowałem mieszkańcom pokazy tańca z ogniem czy pokaz wielkich baniek mydlanych na podwórzach domostw, czy na tutejszych imprezach również bezinteresownie. W szkole zorganizowałem pokazy oraz pomalowałem boisko do siatkówki wraz z innym podróżnikiem rowerzysta z Polski, gdzie zorganizowaliśmy mecz siatkówki. Bezinteresowność oraz pomoc wzajemna bez narzucania woli jest tutaj bardzo dobrze widoczna.

Qurna zamieszkana jest przez 4 wielkie rodziny. Tutaj częste są małżeństwa miedzy kuzynami i kuzynkami. Dzisiaj dzięki rodzinnemu spotkaniu członków rodziny przybyłych z odległych zakątków Egiptu, którzy rozjechali się wyjeżdżając z rodzimego miejsca zamieszkania jakim jest Qurna, miałem okazje wysłuchać dzięki dobrej angielszczyźnie brata dyrektora, podróżnika, jak funkcjonuje Qurna.

Wracamy do tematu demokracji bezpośredniej, a mianowicie do podejmowania decyzji tutaj. Każda rodzina ma zgromadzenia w czasie których podejmują decyzje, które dotyczą ich samych, decyzje które wpłyną na cala społeczność rodzinna. Rodzina, z którą przebywam, zamieszkuje część Qurny zwana Naja (polska wymowa Nadza).

Rodzina spotyka się na zgromadzeniu we wspólnej przestrzeni domostwa, gdzie miałem udostępniony nocleg. Decyzje podejmowane są na zasadzie konsensusu. Ta, jak i każda pozostała rodzina ma swojego przedstawiciela. Jeśli decyzja odnosi się nie tylko do jednego środowiska rodzinnego oraz miejsca zamieszkania, a dotyczy całej Qurny, to każda rodzina po wypracowaniu konsensu wysyła swojego przedstawiciela. Przedstawiciel rodziny nie ma żadnej władzy, a tylko przekazuje podjęta wspólna decyzje by dogadać się w sprawie dyskutowanego problemu. Przedstawicielowi powierzone jest zaufanie i często może zająć się niektórymi mniejszymi problemami sam, lecz jeśli tylko okaże się ze decyzja nie odpowiada komuś, wtedy zwołuje się zgromadzenie, a również sam przedstawiciel może zostać zmieniony natychmiastowo. Przedstawiciel wybierany jest również za pomocą konsensusu, a następnie utrzymuje przedstawicielstwo na tak długo jak spełnia swoja funkcje. Taki system podejmowania decyzji trwa tutaj od kilu pokoleń, i jak mój rozmówca zapewnia, wiele miejscowości oraz wiosek funkcjonuje na tych samych zasadach/warunkach.

Spotkania rodzinne czy inne festyny opłacane są wspólnie na zasadzie składki, której wysokość zależy od tego ile w stanie jest dana osoba zapłacić, a może to być przysłowiowy grosik. Na przykład dzisiejszy zjazd rodzinny, wspomnianej rodziny goszczacej mnie, został oddolnie zorganizowany bez udziału jakichkolwiek władz ani wsparcia instytucji, a tylko i wyłącznie dzięki własnym składkom. Oczywiście pieniądze pokrywają wydatki na rzeczy czy produkty, które wymagały zakupienia, gdyż wiele zostało ofiarowane z plonów ziemi uprawianej rękoma członków rodziny lub własnym wkładem pracy. Takie spotkania czy święta nie mają charakteru zdobycia zysku pieniężnego.

Ciekawe jest także rozstrzyganie sporów w Egipcie oraz innych krajach w których podróżowałem i przebywałem w domostwach lokalnych ludzi, takich jak Jordania czy Palestyna. Tak jak w opisanej rodzinie w miasteczku Qurna, tak i tam w wielu miejscach rozstrzygniecie sporu odbywa się za pomocą porozumienia stron bez uczestnictwa władzy państwowej (instytucji policji czy sądów), lecz przedstawiciela rodziny, gdzie szejk może być użyty jako mediator. Jeśli problem ma podłoże kryminalne lub okazanie braku szacunku np. w przypadku napadnięcia, spowodowania śmierci w wyniku jego lub wypadku nieumyślnym, to strony dogadują się w sprawie rekompensaty straty członka rodziny czy jakiejś własnoręcznie wypracowanej przynależności. Poszkodowany czy poszkodowani wchodzą na drogę sadowa, dopiero wtedy, kiedy nie da się dojść do porozumienia, lub wymierzają sprawiedliwość samemu według własnego uznania.

wtorek, 14 lutego 2012

Bułgaria wycofa podpis pod umową ACTA

z www.wolnemedia.net

thumb
Media twierdzą, że Premier Bułgarii, Bojko Borysow wycofa swój podpis pod umową handlową ACTA dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Jako pierwsza tą informacje podała telewizja bułgarska, powołując się na anonimowe źródła rządowe.

Według telewizji, do tego kroku premiera Bojko Borysowa skłoniła skala sobotnich protestów przeciw ACTA w 17 miastach bułgarskich. W Sofii, według różnych źródeł, w protestach uczestniczyło od 5 do 7 tys. osób. Podstawowym żądaniem protestujących było właśnie wycofanie podpisu pod dokumentem. Decyzję o podpisaniu ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) w styczniu podjęto w Bułgarii bez konsultacji.

Na najpopularniejszych bułgarskich stronach internetowych, z których można ściągać za darmo filmy i muzykę, w poniedziałek pojawiło się wideo grupy Anonymous, przestrzegające bułgarskie władze przed próbami manipulowania protestującymi przeciw ACTA. „Sobotni protest był pokojowy. Więcej protestów nie będzie. Następne kroki będą inne, (…) jesteśmy pewni, że nie spodobają się władzom. Dajemy wam szanse wycofania się z porozumienia” – głosi wezwanie.

Dotychczas grupa Anonymous nie atakowała internetowych stron bułgarskich instytucji. Włamała się jedynie na strony organizacji, broniącej praw autorskich, która publicznie zaaprobowała podpisanie ACTA przez Bułgarię.

Opracowanie: Fiatowiec
Na podstawie: PAP
Źródło: Nowy Ekran