piątek, 11 listopada 2011

Naszą ojczyzną jest cały świat - czyli dlaczego nie zależy nam na państwie narodowym


W dniu 11 listopada, wielu przyjedzie do Warszawy zaprotestować przeciwko ideologii nacjonalistycznej i jej rozmaitym przejawom. Jesteśmy wśród nich. Nacjonalizm, to ideologia, która wprowadza fałszywe podziały wśród ludzi, którzy powinni być ze sobą solidarni. Jednocześnie, wprowadza złudne przekonanie o jedności interesów wszystkich ludzi należących do jednej narodowości - tak jakby polski przedsiębiorca miał taki sam interes, jak polski pracownik. Ale pracownik, zmuszony sprzedawać swoją pracę za grosze, aby jakoś przeżyć, ma więcej wspólnego z pracownikami innych narodowości, niż ze swoim rodakiem - szefem.

Odrzucamy nacjonalizm, dlatego że odrzucamy pojęcie państwa narodowego i podporządkowania mu ludzkich istnień. Jedynym celem państwa narodowego jest dzielić, by skuteczniej rządzić.

Zamiast poddaństwa wobec państwa narodowego, wierzymy w międzynarodową solidarność z pracownikami z całego świata, zwłaszcza wtedy, gdy walczą o możliwość odzyskania kontroli nad własnym życiem.

Niepodległości narodowej nie można mylić z niezależnością. Cóż nam po niepodległości narodowej, skoro świat, który nas otacza należy do klas posiadających i nadal nie mamy innego wyjścia niż sprzedawać swoją pracę. Niepodlegli od czego? Zmieniliśmy barwy sztandarów, jednych panów zastępując drugimi.

Czy można mówić o niepodległości Polski, gdy kraj jest zależny od globalnych przepływów kapitału, od warunków wytyczanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i dyrektywy Unii Europejskiej. Niepodległość jest złudzeniem, które ma nam zastąpić prawdziwą niezależność.

Dzisiejszy dzień, 11 listopada, jest dniem tylko jednej z wielu bitew o wolność, przeciw tyranom, spekulantom i wyzyskiwaczom. Ta walka musi być globalna, gdyż wszystkie problemy z którymi się borykamy są globalne. Żadnego z nich nie rozwiążemy w izolacji.

Nacjonalizm jest niezwykle dogodny dla klasy kapitalistów, gdyż dzieli tych, którzy mogliby się przeciw nim zjednoczyć i jednoczy z nimi tych, którzy mieliby powody, by z nimi walczyć.

Podczas demonstracji w dniu 11 listopada usłyszymy wiele pięknie brzmiących haseł o tolerancji i otwartości. Nie mamy nic przeciwko tolerancji i otwartości, ale to po prostu nie wystarczy. By skutecznie walczyć z rasizmem, nacjonalizmem i ksenofobią, konieczny jest frontalny atak na system dominacji kapitału, system który wytwarza ubóstwo i nędzę w każdym zakątku świata. Właśnie ten system powoduje, że ludzie stają do walki przeciw sobie, konkurując o coraz gorzej opłacane miejsca pracy, napędzając zyski jedynie dla nielicznych.

W dniu 11 listopada 2011 r. znów jesteśmy na ulicach, ale nasze hasła znów nie ograniczają się jedynie do odrzucenia faszyzmu. Naszym wrogiem jest nie tylko skrajna prawica, ale sama idea państwa narodowego i kapitalizmu. Globalny kapitalizm - wraz z państwami narodowymi, które są jego policją - nie jest niczym innym, jak faszyzmem pod inną postacią, który powoduje wielokrotnie więcej śmierci i zniszczenia, niż przemoc bojówek nacjonalistycznych.

Związek Syndykalistów Polski - Międzynarodowe Stowarzyszenie Pracowników

środa, 2 listopada 2011

"Eksmisja PCH" - rozdział książki Abażura

Ewikcja pachniało nią od samego początku naszego pobytu na PC Hoftstraat wiedzieliśmy że właściciel nie odpuści nam i za wszelką cenę będzie chciał się nas pozbyć. Była to sprawa prestiżowa chyba dla całego miasta Pozbyć się kraaków z PC chciało tego całe establiszmentowe towarzystwo które nas otaczało. Nie zrobiliśmy nic przeciwko sąsiadom poza byciem kraakami żadnych awantur byli u nas tylko raz po urodzinach Jacka ze skargą że dzieci nie mogły spać Wagner to nie najlepsza kołysanka. Stałem tak czasami w oknie swego pokoju wychodzącym na naszą ulicę i obserwowałem przechodniów na twarzach wielu z nich odczytać można było nienawiść może to za duże słowo oburzenie jest bardziej na miejscu Trudno było się im pogodzić z faktem naszej obecności w tak dystyngowanym miejscu nie mogli przejść nad tym do porządku że za zupełną darmochę siedzimy sobie na jednej z najdroższych ulic świata . Zbliżał się dzień inicjacji musieliśmy stanąć w obronie naszej blisko stuletniej perły wtulonej między hotele i Vondelpark . Wszystko bowiem ma swój początek i koniec postanowiliśmy więc że nasz koniec na najdroższej ulicy miasta przejdzie do historii. Musieliśmy twardo stanąć na nogach a jakie to było ciężkie po trzech miesiącach beztroskiego bawienia się miastem trzeba to przeżyć by sobie wyobrazić. Wszystko działo się po wspomnianych przeze mnie urodzinach Jacka może tydzień dwa tygodnie Jarzyn w tym czasie przechodził szczytowe momenty swej miłosnej przygody z Edy i miał w głowie wszystko poza przygotowywaniem domu do walki przemógł się jednak i sprawy sercowe przegrały na chwilę ze squaterskim obowiązkiem jaki przypadło nam dopełnić. Rewolucyjna muzyka zaczęła płynąć leniwie z głośników pełznąc po korytarzach i pokojach od piwnic po strych Śliczne piosenki taki set dodawał nam skrzydeł i był znakiem rodzącego się w umysłach obowiązku oporu. Ja wariowałem w tym czasie na punkcie Jeża oblegałem do upadłego tą twierdze nie do zdobycia. Piotrek malarz miał bzika na punkcie Ani z Sosnowca wszystkich nas jednoczyła choroba o jednej nazwie zadłużenie chroniczne paranoiczne mistyczne. Zaczeło się od okien na parterze Dawid z Wasylem, Radzikiem i chyba Piotrkiem z Lublina podprowadzili z pobliskiej budowy grubo ponad trzydzieści stempli budowlanych solidnych stalowych kilka z nich było wyposażone w specjalne łapy na zawiasie więc można było z tego zrobić naprawdę coś dobrego. Kiedy oni w pocie czoła kradli ten pożądany przez skłoterski stan materiał my bawiliśmy w Volcie na co tygodniowym Jam session. W ona na parterze poszły wszystkie rowerowe ramy i koła dobrze zaparte na krzyż X zdobycznymi stemplami Tak pozbyliśmy się zapasów sporej już rowerowni Materace sprężynowe mieliśmy ich chyba blisko pół setki dostaliśmy je z pobliskiego hotelu jakiś miesiąc wcześniej hotel sąsiadujący z nami robił wymianę łóżek wzięliśmy je za darmoche firma przeprowadzająca wymianę łożek zarobiła na utylizacji a my mieliśmy sporo dobrego materiału Poszedł on w okna na najwyższych kondygnacjach jak i w piwnicy od środka Okna od strony ogrody te w piwnicy przygotowaliśmy według najlepszych standardów Powstania Warszawskiego poszły w nie od zewnątrz wszystkie płyty chodnikowe takie trzydzieści na trzydzieści na pięć grube ze zdemontowanego chodnika w ogrodzie pomysł był mój wykonanie Piotrka z Lublina i Wasyla Robili to przez cały dzień i wyszło super. Parter i piwnica były gotowe w ciągu trzech dni w szóstkę zabarykadowaliśmy wielką kamienice na tyle na ile było to możliwe. Okna na wyższych kondygnacjach z powodu braku materiału świeciły pustkami trzeba było coś z tym zrobić i znaleźliśmy rozwiązanie. Nasi wrogowie też nie próżnowali spodziewali się oporu z naszej strony a zniszczenie naszego squatu było dla nich sprawą na tyle priorytetowa że na kilka dni przed dniem ewikcji pojawili się na naszej ulicy tajniacy ze sprzętem fotograficznym i robili zdjęcia wszystkim osobą wchodzącym do i opuszczającym dom Zabawa zaczynała się na dobre w oknach gdzie były luki w obronie od drugiego do trzeciego piętra na szyby nakleiliśmy setki plakatów z nieograniczonego źródła jakim był punkt plakaciarski Bodrika Mała firma plakatująca miasto dla której pracowali Jarzyn z Piotrkiem z Wrocławia wyposażyła nas w spory zasób plakatów z dwie setki do tego doszła jeszcze setka lub więcej aktów znalezionych na ulicy przy Amsterdamskiej Akademii Sztuk pięknych. Perła stała się fortecą i zajęło nam to trzy cztery dni wytężonej pracy by w bastion anarchizmu ja przepoczwarzyć. Przed akcją odbyła się odprawa i nowe squatowanie Jacek znalazł nowy dom wspaniała willę zaadoptowaną jako biurowiec na tyłach amsterdamskiego hotelu Marriott przy Tesselschadestratt 18 . Akcja odbyła się w piątek lub sobotę tuż przed nadchodzącą falą ewikcji która miał przewalić się przez miasto we wtorek . Nowy dom był za bogaty by mógł pozostać na dłużej ale nie spodziewaliśmy się że podzieli ten sam los co nasza perła tego samego dnia. Popełniliśmy błąd strategiczny ale tego wymagała od nas chwila. Za sąsiada przez kilka dni mieliśmy Tommy Hilfingera jego rezydencja sąsiadowała z naszym nowym domem prze ulice . Pamiętam że siedzieliśmy tak przed nową zdobyczą mocząc nogi w suchym basenie rzeźbie znajdującym się od frontu naszego nowego domu na ulicy umawialiśmy się na futbol ze świeżo poznanymi dzikimi skquotersami a Katka odśpiewała nam z balkonu wychodzącego na ulicę szlagier Madonny Nie płacz po mnie Argentyno Nie należeliśmy do żadnego z oficjalnych kraaków które dzieliły miasto na cztery części i ludzie od nich nie brali udziału w naszych akcjach . Jacek wraz z Nancy robił akcje we wszystkich dzielnicach nie zważając na polityczny podział miasta czasami zjawiał się też Elke ale z Elke to już inna bajka . Pływanie nie jest bowiem sztuką a kontakty polityczne z kraakspeekuurami to nieustanna sztuka pływania w polityce anarchistycznego ruchu

Art przed domem w którym na sucho moczyliśmy nogi suchy basen o wymiarach trzy na trzy metry nosi nazwę ''Pływanie nie jest sztuką'' Rzeźba z połowy lub końca lat dziewięćdziesiątych podsumowywała całą akcję i przygotowywała nas na jej następstwa. Pływanie w życiu to sztuka kompromisów a te prowadzą cię w sieć niedopowiedzeń rodzących kłamstwo Na kilka dni przed ewikcją Jacek zwołał wszystkich mieszkańców PC H do piwnicznej kuchni gdzie zagrał kilka ciekawych setów naprawdę dobrych muzyka płynęła przez nas . Odbyła się odprawa mieliśmy ustalić czy robimy wyżej opisaną akcję i kto zostaje na obronie przy PCH. Wszystko przebiegło by bez większych zgrzytów gdyby nie burda wywołana przez podenerwowanego Jacka i Darka panowie wyjaśnili sobie krótko kto rządzi w grupie Jacek wytarł zaskoczonym podchmielonym porciawą Darkiem podłogę i wróciliśmy do przerwanej dyskusji na temat ekipy zostającej na obronie Jarzyn stwierdził że zostaje na obronie i czym prędzej opuścił nas , pobiegł cieszyć się swą miłością. Ustaliliśmy w rytm granych przez Jacka setów że dzielimy się na trzy grupy Ja zajmuje dach z Dawidem Jarzyn broni z Piotrkiem malarzem pierwszego piętra a Wasyl z Piotrkiem od Ewy bronią odsłoniętej od strony ogrodu piwnicy. Po ustaleniu grup aresztantów przegłosowaliśmy akcję na Tesselschadestraat decyzja o robieniu tego numeru była spowodowana głównie chęcią przeniesienia rzeczy gdzieś blisko musieliśmy bowiem ewakuować cały dom w kilka dni przy pomocy towarowych rowerów i busa Jimiego . Ja miałem tylko ciuchy ale duża część ludzi miała troszkę więcej do zabrania .Ewakuacja domu trwała do samego ranka w dzień ewikcji 20 czerwca . Jacek obiecał nam że zorganizuje ludzi do pomocy przy barykadowaniu obietnice te pozostały jednak bez pokrycia. Wpadł ostatniej nocy tuż przed świtem wraz z Sarą i zapaliliśmy dobrego zioła wymieszanego z jeszcze lepszym haszem taki cukierek jak deser przed daniem głównym Przed nim odwiedzili nas jeszcze Griczman i Kelly przynieśli transparent z hasłem że jedna ewikcja będzie kosztować dziesięć nowych skłotowań Zawisł on na froncie budynku tuż pod czarnym sztandarem anarchii zatkniętym przez Jarzyna na jednym z haków służących do wciągania mebli. Griczman zrobił krótki film którego do tej chwili nie widziałem wiem jednak że kryje się gdzieś w jego przepastnych archiwach do dziś. Wróg policja pilnie obserwował poczynania czyniące z domu fortece na przemian kilku tajniaków fotografowało postępy barykadowania i wszystkie osoby opuszczające dom. Ostatniego dnia przygotowaliśmy sobie kryjówki na czas ostateczny naszej obrony i podzieliliśmy się na dwie a nie trzy grupy z naszego grona odpadł Piotrek z Lublina który w razie aresztowania ryzykował wydalenie do Polski gdzie groził mu proces za czyn rozbójniczy o ile dobrze pamiętam. Zanim to nastąpiło Piotrek zniknął z Jackiem na dobre kilkadziesiąt minut i wtedy ustalili że Piotrek jednak nie zostaje na obronie O trzeciej w nocy wszystko było już gotowe pozostało tylko zabarykadować drzwi frontowe i czekać na nieuchronny atak ze strony jednostek MI. Słodki dym melanżu opadał powoli nad jedną z dwóch schodowych klatek naszej fortecy. Jacek opuścił dom jako przedostatni po nim wyszedł Krzysiu zabierając ostatniego bakfitza z gratami . Było nas pięciu Dawid Jarzyn Wasyl Piotrek malarz i ja czekających na ostateczną rozgrywkę z siłami policyjnymi miasta . Przygotowaliśmy się tak dobrze do tego spotkania dom stał się jego niemym świadkiem Długo po akcji traktowany był przez turystów jako obiekt zachwytów i jedna z ciekawszych atrakcji Amsterdamu. W drzwi wejściowe poszło wszystko gdy ostatni z gości opuścił już nasze skromne progi trzy lub cztery grzejniki za nie kilkadziesiąt płyt chodnikowych i krawężników wszystko to zaryglowane ogromną krokwią konstrukcyjną zapartą o schody jednej z klatek . Pozostało tylko czekać i liczyć wolno płynące sekundy nieuchronnie zbliżające nas do rozwiązania zagadki jaką kryła przed nami zbliżająca się przyszłość te kilkanaście najbliższych godzin miało zaważyć na naszym losie przez najbliższe dni a być może i tygodnie. Nie dało się przewidzieć w jakim kierunku potoczą się wypadki czasu jaki był nam dany by zmierzyć się w imieniu anarchii którą reprezentowaliśmy z siłami monarchii z którą to było dane walczyć . Dwudziestego czerwca we wtorek przyszło nam spłacić dług zaciągnięty w środowisku i pokazać że jesteśmy że chcemy być jego pełnoprawną częścią. Dach był nasz i nasze było całe to przedstawienie Ja David i Piotrek stanęliśmy na nim dzień zapowiadał się słoneczny mięknie światło oświetlało nasz teatr zmagań. Obeszliśmy przyszły teatr zmagań i wróciliśmy do wnętrza budynku by ustawić barykady tak aby zmyliły one policję kiedy już dostanie się do środka. Walczyło tylko pierwsze piętro i dach Przed siódmą pojawił się zwiadowca z patrolu motocyklowego przejechał naszą zablokowaną od strony parku ulicą sprawdził stan budynku i po chwili odjechał basowy rytm silnika poniósł się za nim w kierunku Hobbemastraat gdzie zanikł w szumie budzącego się z wolna ze snu miasta . Zrobiliśmy sobie osłony twarzy z tego co było pod ręką moją była kominiarka wykombinowana z rękawa starego wojskowego lub policyjnego wełnianego swetra Dawid ubrał jakiś dziwny kombinezon o głowę osłonił na sposób arabski owinął ją białą chustą. Czekanie było najgorsze sen jego brak dawał się we znaki jednak przegrywał z podnieceniem jakie ogarniało nasze członki Spokój zachować spokój w takiej chwili kiedy biegnie się w nie znane bo wie się że twierdza musi upaść a jej obrońcy wraz z nią. My jednak wiedzieliśmy że twierdza upadnie ale jej załoga nie zostanie schwytana. Około dziewiątej weszliśmy na dach by zabawić na nim trochę dłużej pojawili się pierwsi dziennikarze z kamerami i ludzie z ruchu by dodać nam otuchy, panowaliśmy nad nerwami. David zagadnął młodego dziennikarza z kamerą myśląc ze ten jest z policji, zwymyślał go na wstępie od policyjnych pachołków. Młodzieniec jednak wytłumaczył mu że pracuje w telewizji i to jego drugi dzień pracy Dawidowi zrobiło się troszkę głupio przeprosił swego adwersarza i załagodził sytuację . Rankiem jeszcze nim zamknięto ulicę przyjechała pożegnać się z Jarzynem Edi było to jak odwrotność bajkowych stereotypów o królewnie więzionej w wieży. Śmigłowiec policyjny bujał nad miastem wyznaczając szlak MI biegnący od skłotu do skłotu w końcu zawisł nad naszym dachem Napięcie rosło z wolna około 10 było już jasne że są na nas przygotowani nasłuch na policyjnym kanale donosił iż odbywa się specjalna odprawa policji na nasz temat rzuciliśmy im wyzwanie na najdroższej ulicy miast a sprawa była więc prestiżowa. Mieliśmy tylko dwie komórki także łączność szwankowała bo dach był pozbawiony jakiejkolwiek komunikacji co omal nie przypieczętowało naszej porażki Pomachaliśmy znajomym którzy jeszcze mogli poruszać się nie zamkniętą ulicą a Jacek lekko ironicznie pozdrowił nas terrorystów myśląc pewnie że ten wieczór mamy zaklepany już na komendzie. Nasze paszporty dzierżyła Nancy i to ona miała załatwiać nasze ewentualne uwolnienie byliśmy w końcu grup aresztantów bandą straceńców wystawioną naprzeciw narastającego zewsząd i burzącego się wokół nas morza holenderskiego aparatu przymusu stanowiącego część światowych organów ścigania. Otoczeni z ziemi i powietrza trwaliśmy tak kilka godzin oczekując decydującego starcia z mistycznym kontenerem bowiem tak zazwyczaj MI wkraczają do akcji podstawiając pod jedno z okien kontener unoszony przez potężne ramię kilkutonowego dźwigu w którym znajduje się sześciu policjantów . Kilkadziesiąt zrobionych wcześniej bomb z farbą czekało na naszych wrogów napięcie rosło z każdą minutą. Śmigłowiec nie opuszczał naszego rewiru od dobrych dwóch godzin wyobraźcie sobie że miło odsypiało się na nasłonecznionym dachu przy klangu jego motoru i szumie łopat kilka nie przespanych nocy poświęconych sprawie jaką była nasza barykada. Policja zablokował już całą ulicę obstawiła kilkudziesięcioma funkcjonariuszami nasz ogród od strony parku. Stałem tak na krawędzi dachu w kominiarce i patrzyłem prosto w oczy zebranych w ogrodzie funkcjonariuszy widać było że spodziewają się dłuższej przeprawy Wiedziałem że bez ciężkiego sprzętu jakim nie dysponowali nie mogą nawet zbliżyć się do drzwi od strony ogrodu monitorowaliśmy też jak pokazał czas nie dość uważnie sytuacje od frontu na PCH Setki gapiów kilka kanałów telewizyjnych zrobiliśmy naprawdę kawałek dobrego show i udało nam się ogarnąć w kilka dni. Osiągnęliśmy przynajmniej cel zrobienia z naszej obrony widowiska medialnego to cieszyło bo poszło na całą Holandię że PCH broni się. Kontener jednak nie zjawiał się co budziło nasz niepokój była już armatka wodna brakowało tylko tego cholernego kontenera i na tym się przejechaliśmy. Odbierano nam nasza perłę z której staraliśmy się zrobić coś więcej niż zwykły przytułek dla bezdomnych chcieliśmy przemienić to miejsce w przyczółek niezależnej kultury walczącej z popkulturowym kolorytem miasta sztuka niezależna i zawarta w niej wolność miały przyświecać temu przybytkowi w którego obronie stanęliśmy Fakt że trzy miesiące to trochę mało by od razu przystąpić do dzieła zrobiliśmy jednak jeden art którym była barierka na jednej ze schodowych klatek . Informacje jakie do nas dobiegały telefonicznie tylko nas budowały policja bała się że przywitamy ją gradem chodnikowych płyt nasłuch na policyjnym kanale działał bez zarzutu. Jarzyn nie wytrzymał jako pierwszy ze swojego balkonu rzucił pare bomb z farbą kilku policjantów oberwało ale nie groźnie krzyczeliśmy do niego że jest jeszcze za wcześnie ale nie słyszał. Po kilkunastu minutach okazało się że to on miał racje bo tak naprawdę było już za późno policja prowadziła z nami jeden do zera mecz zaczął nabierać rumieńców. Było już przed drugą po południu brak snu dawał się mocno we znaki popatrzyłem wtedy po raz ostatni na ogród i zrzuciłem wszystkie przedmioty z dachu poza bombami były tam jakieś śmieci dokładnie nie pamiętam co. Nie spodziewaliśmy się takiej przebiegłości ze strony przeciwnika mityczny kontener nie pojawił się za to w oknie sąsiedniego domu drgnęła nagle stalowa antywłamaniowa żaluzja i z wolna uniosła się na wysokość około pół metra nie przewidzieliśmy takiego wariantu gdybyśmy tylko wiedzieli wystarczyło by wkręcić kilka śrub w żaluzje i je zablokować Okno to stało się piętą Achillesa w naszym systemie obrony . MI byli już na dachu widzieliśmy tylko ich buty to wystarczyło by podjąć decyzje opuszczenia dachu i uznać że strzelili nam gola wychodząc na prowadzenie w meczu o wolność. Musimy już iść powiedzieliśmy tylko tyle oddział MI przedostał się niepostrzeżenie do sąsiadującego z nami budynku przez podziemny garaż i zaatakował nie zabezpieczonym przez nas oknem z sąsiedniego budynku wyższego o jedną kondygnację której to okno wychodziło na nasz dach. Wszystkie nasze bomby zostały nie użyte na dachu a my w tempie grubo przekraczającym czasy osiągane w treningach zniknęliśmy w naszej kryjówce rozpoczynając drugi etap operacji . Czuliśmy ich oddech na plecach kiedy David zamykał nasz schowek huk masy ciężkich ciał w policyjnych buciorach dudnił już na ogromnej przestrzeni blaszanego dachu. Stało się jasne że mają już cały budynek nie wiedzący nic o tym Jarzyn walczył w tym czasie jeszcze z armatką wodną na ulicy i okropnie oberwał strumieniem wody miał wiele szczęścia bo przed skaleczeniami wybitego strumieniem wody okiennego szkła ochroniły go wcześniej przygotowane kurtyny z brezentu. Do dziesiątej wieczorem nie wiedzieliśmy nic o jego losie jak i o tym co działo się z Wasylem. Po chwili gdy już byliśmy w naszym schowku parę centymetrów nie całe pól metra od mojej głowy szalał z młotem wybijając jeden ze świetlików rozjuszony policjant uszkodził przy tym w kilku miejscach połać dachową przez małe dziurki powstałe w blaszanej obróbce świetlika zaczęły wpadać wąskie stróżki popołudniowego światła hałas tłuczonego pancernego szkła budził niepokój myślałem że gliniarz rozwali połać dachu i odkryje nasz schowek w jednej z czterech kopert dachu. Właz do skrytki znajdującej się pomiędzy powierzchnią dachu a stropem ostatniej strychowej kondygnacji budynku znajdował się w świetliku stanowiącym właz dachowy . Wyjęliśmy jeden z kasetonów okalających świetlik ten który był za plecami podczas używania drabinki i zastąpiliśmy go kawałkiem doskonale przyciętej płyty pilśniowej z wyposażonej w rączkę od szuflady tak by można było od środka zaryglować ją kawałkiem drewna na śruby widoczne od zewnątrz te mocujące rączkę nakleiliśmy naklejkę zakazu palenia. Całą klatkę gdzie mieścił się świetlik zablokowaliśmy zdemontowanymi grzejnikami i stemplami budowlanymi tak że była dostępna tylko od strony dachu Drugi ciąg schodów był blokowany od wewnątrz świadczył o tym że uciekliśmy gdzieś na niższe kondygnacje Połowa schodów tego ciągu przywitała MI gęstymi zasiekami z drutu kolczastego rozpiętymi przeze mnie z którymi walczyli dobre dwadzieścia minut było słychać jak niszczyli z furią barykady. Dewastowali dolne kondygnacje poszukując nas terror siła i strach miała przynieść im sukces a przerodziła się w upokarzającą porażkę . Martwiliśmy się o Jarzynę i Wasyla ale okazało się że niepotrzebnie Jarzyna uratowała barykada blokująca schody ta która świadczyła że zbiegliśmy na dół budynku usłyszał jej upadek i kroki MI na schodach zdążył ukryć się w swej kryjówce gdy pierwszy MI wpadał z furią do byłego pokoju Piotrka malarza i rozwalił grające na cały regulator stare radio kopniakiem patapoe umilkło a on czołgał się po konstrukcji podwieszanego sufitu nad własnym pokojem gdzie znalazł bezpieczny azyl tuż przy ścianie zewnętrznej budynku. Wasyl był już od jakiś 15 minut schowany za boazerią w pokoju Piotrka a jego schowek w ścianie kryła jeszcze postawiona na w tym miejscu przez Jarzynę kanapa.

Najtrudniejsza była pierwsza godzina MI wraz z oficerami policji szaleli po całej chacie nie mogli użyć psów do poszukiwań bo większość powierzchni domu wysypana została wszystkim przyprawami nie pożałowaliśmy pieprzu . Jarzyna słyszał jak policjanci rozmawiali o tym ze sobą i mówili że psy po takiej akcji mogą być przez dwa tygodnie nie do użycia Po upływie jakiejś półtora godziny usłyszeliśmy że policja się zwija MI nad nami na dachu zwijali sprzęt było ich słychać jak odchodzą z pola boju dali na chwilę za wygraną. Bez telefonu trwaliśmy tak w ciemnościach a dawid tak się wyluzował że skręcił sobie baciczka i gdy jeszcze policja przeszukiwał dom wypalił go sobie. Nie mieliśmy żadnych wiadomości od Wasyla i Jarzyny za to oni mieli informację z zewnątrz Nie były one dobre policja prowadziła już dwa zero Poleciała nasza chata na Tesselschadestratt 18 Podobno Wasyl gdy się o tym dowiedział darł się do Jarzyny ze swej kryjówki że on wychodzi i poddaje się pękł psychicznie martwiąc się o swój mandżur nie miał zbyt wiele do stracenia oprócz plecaka ciuchów który zresztą został zabrany. Tymi krzykami musiał wprawić poszukujących nas policjantów w zakłopotanie i utwierdzić ich że ciągle znajdujemy się w budynku na szczęście upiekło się nam może dzięki modlitwą Piotrka malarza a może mieliśmy szczęście ja w to Boga nie mieszałem wiedziałem że jest bardziej zajęty poważniejszymi sprawami i nie interesuje go za bardzo grupa pięciu postrzałów rzucająca wyzwanie amsterdamskiej policji. Udało się nam było jednak dwa jeden dla aparatu przemocy. Mijały sekundy minuty i długie godziny wyczekiwania na zadanie ostatecznego ciosu czyli ucieczkę i wyrównanie stanu tego dziwnego spotkania . Dawid palił już chyba trzeciego trzeciego jointa a my cały czas nie dowierzaliśmy że jest tak pewny siebie .W końcu usnął co było jeszcze gorsze bo zaczął chrapać musieliśmy co chwila łapać go za stopę i potrząsać nią by przestał . Przez chwilę myślałem że już wszystko stracone potworne uderzenie myśle że był to budowlany stempel wstrząsnęło drewnianym stropem pod moimi plecami ktoś mnie namierzył. Serce zaczęło walić mi jak jak dzwon Zygmunta. Uderzenie i cisza uderzenie i cisza powtórzyło się to kilka razy by zaniknąć Wytrzymałem tę próbę jakoś się nam upiekło. Straciliśmy w ciemnościach rachubę czasu mój stary atlantnic ledwie fosforyzował swymi skazówkami za cholere nie wiedziałem która jest godzina .. W końcu gdzieś o dziesiątej wieczorem dobił się do nas Jarzy dostał od Jerego cynk że workersi poszli na browara i w domu został tylko właściciel z jeszcze jakimś faciem. Wyszliśmy najpierw na dach by sprawdzić pole walki po bitwie trzeba było coś wymyślić jak ominąć właściciela , ale w sumie to nie było nad czym zastanawiać trzeba było brać nogi za pas nim wróci policja lub budowlańcy . Zbiegliśmy na pierwsze piętro i tam zawahaliśmy się przez chwile David został a ja mogłem już czekać zrobiłem kilka kroków w dół po schodach jednak po chwili zawróciłem po Dawida nie mogłem go jednak znaleźć. Jarzyn Piotrek i Wasyl byli już na parterze i taranując dwóch Holendrów stojących przy wyjściu wybiegli na ulice. Rzuciłem się za nimi i mnie też się udało mignęły mi tylko dwie zdezorientowane twarze i już byłem na ulicy. Brama na końcu PCH była zamknięta z powodu remontu a może i naszego przedstawienia trzydzieści metrów dzieliło mnie od ogrodzenia parku pokonałem je kilkoma długimi susami dogoniłem Wasyla który forsował dość ślamazarnie ogrodzenie . Jeden sus dzielił mnie od wolności hop i udało się byłem pomiędzy tłumem turystów i mieszkańców miasta spacerujących alejkami parku nieświadomych co się właśnie wokół nich rozgrywa. Czekali na nas Ewa i Piotrek z Lublina oraz Jerry, umorusani kilkudziesięcioletnim kurzem i pajęczynami udaliśmy się w czterech w stronę mostu pod ECH minute dwie po nas w parku pojawił się dość spanikowany Dawid który uciekał przerażony w głąb parku w kierunku zachodnim zupełnie zignorował nawoływania przyjaciół może już wiedział że właściciel wezwał policyjną watahę przeciwko nam. Nasz skok w komplecie do parku był golem na dwa dwa remis to niezły wynik jeśli obliczyć koszt akcji przeciwko nam . Nie wiedzieliśmy czy właściciel wezwał na nowo policje a ta zaalarmowana o naszym pojawieniu się nie zaczyna na nas obławy. Dotarliśmy do mostu Jarzyn postanowił zostać przebrał się już w nowy set ciuchów otrzymany od Piotrka z Lublina .Ja Piotrek malarz i Wasyl za bardzo nie wiedzieliśmy gdzie pryskać miasto po trzech miesiącach znaliśmy tyle o ile najlepiej znał je Piotrek malarz postanowiliśmy opuścić park mimo zapewnień Boba i Jamrego spokojnie spijających na ławeczce w okolicach mostu skrzyneczkę pilznera że nic nam nie grozi. My wiedzieliśmy że policja nie będzie czekać i już uruchomiła mechanizm obławy . Wyszliśmy schodami na ECH i ruszyliśmy w kierunku Leidseplain nie zdążyliśmy dojść do skrzyżowania ECH z Overtoomem kiedy to naprzeciw nas wyrosły trzy lub cztery transportery MI jadące w kierunku parku . Piotrek oddzielił się od nas i w panice przebiegł skrzyżowanie. Powiedziałem wtedy Wasylowi idziemy prosto na nich nie dając po sobie poznać strachu to najlepsza metoda by ciągle utrzymać remis i udało się suki przejechały a my już spokojniej wkroczyliśmy na pełne turystów Leidseplain gdzie udało nam się dokonać prowizorycznej ablucji w fontannie . Po obmyciu się wróciliśmy z Wasylem w rejon parku otoczonego już szczelnie kilkudziesięcioma policyjnymi wozami i zapewne pełnego tajniaków .Byliśmy już za kordonem i wtedy spotkaliśmy powtórnie Jerrego i Filusia dostałem od nich czapkę i bluzę Wasyl też dostał jakieś ciuchy i zostawiając za sobą zgubiony pościg ruszyliśmy w stronę squatu na Bos en Lommer my już byliśmy bezpieczni Jarzyn został w parku Dawid uciekł nie wiadomo gdzie Piotrek skrewił na skrzyżowaniu i zniknął nam z oczu , dopiero około północy okazało się że arest grup w komplecie umknęło swemu straceńczemu przeznaczeniu. Zakończyliśmy pierwszy etap naszego pobytu w mieście wygrana z policją była pieczęcią postawioną przez nas na zapisanej karcie ewikcji , epilogiem aktu numer jeden na ścieżkach międzynarodowego ruchu anarchistycznego głęboko zakorzenionego w małym jabłuszku jakim jawił się przed nami Amsterdam. Spłaciliśmy z nawiązką zaciągnięty w naszym dzikim polskim światku squatingu dług za trzy miesiące wakacji przeprowadzając perfekcyjnie operację ewikcyjną daliśmy troszkę czasu innym wyrzucanym wraz z nami tego samego dnia utraciliśmy jednak zaplecze w postaci świeżego squatu. W całe miasto poszła jednak wiadomość że ani jedna osoba z PCH nie wpadła w łapska policji. Dorównaliśmy tego dnia chłopakom z Kraak West którzy wiosną 2006 dzielnie stanęli w obronie piętra nad Wild Westem. Policja musiała być wściekła akcja i obława kosztowała ich dużo pracy i forsy i nie przyniosła żadnych skutków. Ja osobiście straciłem tylko albo aż sandały pielgrzyma stare parciano skórzane Ecco niepowetowana strata. Dwa dwa z policją przerodziło się z czasem w trzy dwa dla nas Setki turystów przybywało przez wiele miesięcy do czasu wyburzenia budynku by zrobić sobie przed nim zdjęcie Sam widziałem kilka takich wycieczek liczących od kilku do kilkunastu osób. Czarna flaga powiewała nad PCH do późnej jesieni 2006 kiedy to wyburzono naszą perłę.


to tyle 


sobota, 29 października 2011

Squat Positivenest zaznacza wygraną na rzecz socjalnych domów


And below just begining of our story noticed in different media
from the squatting action:
http://indymedia.nl/nl/2008/03/51018.shtml
http://www.ravagedigitaal.org/2008nieuws/maart/19/nws.php
in at5 ( pity they removed the movie but we're still looking for the copy )
http://www.at5.nl/artikelen/7087/bejaardenwoningen-gekraakt-in-zuid
from the first open day ( week after squatting )
http://indymedia.nl/nl/2008/04/51602.shtml
in de Pijpkrant
http://www.wijkcentrumceintuur.nl/fileadmin/pijpkrant/2008/pijpkrant_april_08_screen.pdf
and at the page 15 in Witboek Kraken
http://www.witboekkraken.nl/witboek.pdf

ELBA ZOSTAJE



Jako że doszły nas słuchy o chęci ewikcji squatu elba, postanowilismy ogłosić stan mobilizacji.

Nie zgadzamy się na na zburzenie miejsca które przez 7 lat tworzy wyspę na mapie polski, gdzie każdy może przyjść i uczestniczyć w świecie w którym nie panuje kapitalistyczne myślenie, gdzie każdy może realizować swoje wizje od artystycznych po wszelakie inne. Centrum kultury jakim jest squat elbląska od początku istnienia jest miejscem spotkań i aktywnego uczestnictwa w sprawy którymi nie interesuje się miasto jak i plastikowy świat pokazywany w TV.
Inicjatywy typu food not bombs, bezpłatna sala treningowa, miejsce spotkań i warsztatów plastycznych jak i technicznych, bezpłatny skate park dla fanów rowerów BMX, bezpłatny warsztat rowerowy,bezpłatna ścianka wspinaczkowa, sala koncertowa, gdzie usłyszeć można zespoły z całego świata, wystawy fotografii jak i malarstwa, darmowe cotygodniowe pokazy filmowe, czy po prostu miejsce dyskusji politycznych jak i wykładów filozoficznych, są tylko nielicznymi przykładami że takie miejsce jak squat w tkance miasta jest niezbędne.

Postaramy się informować Was wszystkich na bieżąco, prosimy odwiedzajcie stronę elbląskiej ( elba.bzzz.net ) i bądźcie na miejscu gdy nadejdzie potrzeba.

Zapraszamy również na spotkanie w tę środę o 20.00 gdzie będziemy planować co dalej.

Elba zostaje!

środa, 19 października 2011

poniedziałek, 17 października 2011

15 października protesty ogarnęły cały świat


Wczorajsze protesty w ramach mobilizacji 15 października ogarnęły cały świat. W Europie, Ameryce Południowej, Afryce, Azji i Ameryce Północnej protestowano w 1000 miejscowości. W Londynie tysiące protestujących próbowały okupować londyńską giełdę. Demonstranci nie mogąc dostać się na giełdę bronioną przez policję, rozpoczęli okupację placu przed katedrą św. Pawła.

W pobliżu Wall Street w Nowym Jorku zgromadziło się ok. 20.000 osób, gdzie w Parku Wolności nadal trwa okupacja (przypomnijmy, że zaczęła się ona kilka tygodni temu od zaledwie kilkuset osób). Podobne okupacje odbyły się w 100 miastach USA. W Brukseli tysiące osób (w tym niektóre przybyłe piechotą z Hiszpanii i innych krajów) protestowały przed instytucjami unijnymi. W Australii ok. 800 osób zebrało się w dzielnicy biznesowej, gdzie mają zamiar prowadzić okupację, by budować ruch i dyskutować. W RPA kilkadziesiąt osób zebrało się w pobliżu giełdy, mimo faktu, że policja uznała zgromadzenie za nielegalne. Na Tajwanie protestowano przed budynkiem World Financial Center w Tajpej. W Tokio protestowało kilkaset osób.

W Kanadzie kilkaset osób rozpoczęło okupację Confederation Park w Ottawie. Także w stolicy Szwecji Sztokholmie odbył się marsz kilkuset osób i rozpoczęła się okupacja BrunkebergsTorg. W Hiszpanii na ulice Barcelony wyszło 400 tysięcy ludzi, a w Madrycie na ulice wyszło pół miliona osób, których nie był w stanie pomieścić nawet Puerta del Sol. "Grupa symfoniczna" zagrała tam fragment Dziewiątej Symfonii Beethovena, w celu odzyskania słów "Ody do radości" z brudnych łap polityków UE, którzy sobie ją przywłaszczyli. W Atenach tysiące ludzi zebrały się na Placu Syntagma przed parlamentem. Rozwieszono przed nim ogromny transparent "Ludzie na całym świecie - powstańcie!". Protestujący wznosili okrzyki na temat zdrajców zasiadających w parlamencie.

W Rzymie na ulice miasta wyszło 200 tys. ludzi. Doszło do poważnych starć z policją, znanej ze swojej brutalności. W Berlinie protestowało ok. 10 tys. osób z czego część rozpoczęła okupację placu przed Reichstagiem. Policja uniemożliwia rozstawianie namiotów.

Protesty odbyły się także w Warszawie i Poznaniu.

To tylko bardzo pobieżny wybór tego co się działo wczoraj, a w wielu miejscach na świecie okupacje wciąż trwają. Czasem protesty odbywały się w najbardziej odległych i zaskakujących miejscach, jak ten poniżej na Alasce:

piątek, 14 października 2011