niedziela, 20 maja 2012

Etiopia: Ruszył kolektyw Jedzenie Zamiast Bomb

W zeszły wtorek, dnia 15 maja reaktywował się kolektyw Jedzenie Zamiast Bomb. Razem z Keith'em McHenry'm przybyliśmy do Etiopii, z tym samym zamiarem, reaktywowac JZB powstale 1,5 roku temu zainicjowane przez Keith'a. Keith McHenry jest współzałożycielem pierwszego kolektywu Jedzenie Zamiast Bomb w USA w 1980 roku podczas antynuklearnych protestów. Obecnie podróżuje od kilku lat, inicjując kolejne kolektywy lub dołączając do istniejących już, pomaga własnymi rękoma. Keith i ja przybyliśmy na zaproszenie organizatorów konferencji poświęconej weganizmowi. Promując wegańską jazdę na rowerze przez świat, zajechałem do stolicy Etiopii. Razem z Keithem opowiedzieliśmy na konferencji o Food Not Bombs oraz o aktywnym wegańskim życiu.

We wtorek razem z Keith'em oraz aktywista, współzałożycielem JZB w Etiopii w 2010 roku, reaktywowaliśmy ideę i zabraliśmy się do roboty. W 4 osoby wraz z lokatorką udzielajacą nam domową kuchnię i wielki gar, ugotowaliśmy 100 litrów wegańskiego, treściwego posiłku z organicznych warzyw.

Rozdaliśmy ponad 100 posiłków w dosłownie 4 minuty, przed starym kościołem St. George w stolicy Etiopii Addis Abeba. Tam tez jest jedno z większych skupisk ludzi bez dachu nad głową z pustym żołądkiem.

W Etiopii widoczna jest bieda, a w szczegolnosci kontrast klasowy w stolicy bije w oczy. Tu w Addis Abeba jest ogromny odsetek bogaczy z wielkimi willami i drogimi samochodami oraz ogromny odsetek tych najubozszych starajacych sie przezyc kolejny dzien.

Niestety wiele, jak nie większość wykorzystuje ekonomiczną sytuację społeczeństwa w Afryce i poprzez różne organizacje oraz NGO'sy robi brudne pieniądze, otrzymując od ludzi dobrego serca pieniądze na walkę z biedą, lecz te pieniądze w większości idą na opłacenie czynszu czy budowy wielkich biur w willach oraz drogich samochodów, a kto wie gdzie reszta pieniędzy idzie.

Food Not Bombs, jak pozostałe kolektywy, działa także w Etiopi na niehierarchicznych zasadach, działając jako grupa znajomych.

http://www.facebook.com/FoodNotBombsAddis
http://www.foodnotbombs.net/ethiopia.html
http://www.foodnotbombs.net/ethiopia_founding.html

Tutaj po angielsku wywiad przeprowadzony przeze mnie w stolicy Etiopii z Keithe'em McHenry, współzałożycielem FNB w 1980 roku w USA. W każdą sobotę regularnie FNB odbywać będzie się w Addis Abeba stolicy Etiopii z moim wkładem :)

https://rapidshare.com/files/1069688908/VOICE003.WAV

piątek, 18 maja 2012

Warszawa: Okupuj i stawiaj opór. - Skłoting i spekulacje mieszkaniowe w Polsce

Nie róbmy ideologii z włamania! Policja jest od tego, by reagować, kiedy ktoś popełnia przestępstwo! Zagrzmiał Wojtczuk i Machajski - dwaj dziennikarze Wyborczej, po przejęciu opuszczonego budynku zaniedbanej przychodni w centrum Warszawy. Wiceprezydent Paszyński, patron "kultury alternatywnej" i wysłany przez Ratusz dobry wujek skłotersów, pouczył ich zaś: Pamiętajcie, wasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność kogoś innego.

Zanim warszawscy skłotersi zniewolą społeczeństwo na obszarze całej stolicy - lub zostaną spałowani na polecenie gorliwych reporterów - zapytajmy: ile miejsca w Warszawie pozostało nam na realną dyskusję o charakterze miasta? Jak duża przestrzeń podlega jeszcze demokratycznej kontroli - tak, by mieszkańcy sami decydowali, ile chcą banków i biurowców, a ile - parków, drobnych usług, barów mlecznych i mieszkań. Słowem, na jakim gruncie dywagujemy o naszej wolności? Wojtczuk z GW pisze: Jest mnóstwo miejsc, w których mogą się realizować ludzie niezamożni. Lecz musi się im chcieć ich poszukać. Szukajmy więc!

Wolność? Na jakim gruncie?

W istocie, z natury rzeczy, a także z konkretnych ustaw wynika, że gmina jest wspólnotą mieszkańców - jej samodzielności nie można utożsamiać tylko i wyłącznie z samodzielnością jej organów. W teorii więc to mieszkańcy decydują o kształcie miasta. Jak jest w praktyce?

Zaniedbany teren przychodni, zajęty przez grupę mieszkańców, tak jak opuszczona sąsiednia kamienica, zajęta rok wcześniej, odzwierciedlają kluczowe problemy miasta.

Oba okupowane dziś budynki objęte zostały roszczeniami prywatnych osób lub firm. Kamienica Syreny przy ul. Wilczej jest już w prywatnych rękach - lokatorów wyrzucono, deweloper planował zburzyć kamienicę i zbudować apartamentowiec z podziemnym garażem. Teren za płotem Syreny - przychodnia - ma zostać wkrótce oddany i zmienić swoje przeznaczenie na bardziej dochodowe. Taki stan nie jest wyjątkiem na mapie Warszawy: tak zwana reprywatyzacja obejmuje 97 proc. reszty powierzchni przedwojennej stolicy - w ręce prywatne może trafić nawet 36 tysięcy działek. Wartość miejskich terenów, które oddaje ratusz, szacuje się na 40 miliardów złotych - koszt czterech nowych linii metra. Dotąd, jak wynika z wyliczeń samorządu, oddano już 2,5 tysiąca działek, drugie tyle objęto roszczeniami. Jak szczerze wyraził pewien urzędnik, w sumie 40 mld zł "leży zamrożone pod ziemią" - boiskami szkolnymi, parkami, kamienicami itp. Żeby wykopać miliony, trzeba jednak najpierw wykopać ludzi.

Problem bowiem właśnie w tym, że na owych terenach od lat mieszkają tysiące rodzin, żyjących w odbudowanych po wojnie kamienicach, korzystających ze skwerów, parków, uczniowie szkół wraz boiskami, które ratusz planuje zwrócić za stuprocentowym odszkodowaniem lub w naturze. Działki wyceniane są według dzisiejszych stawek rynkowych, mimo że to mieszkańcy Warszawy najczęściej własnymi siłami wynieśli tysiące kamienic z gruzów (słynny "czyn społeczny") - po wojnie stolica była bowiem pobojowiskiem. Wymownie ilustrują to choćby historyczne ortofotomapy oraz miejska rekonstrukcja filmowa pt. Miasto Ruin: www.miastoruin.pl).

Mięsna wkładka

Pozostałe kraje post-socjalistyczne załatwiły problem roszczeń systemowo, szanując prawa mieszkańców: spadkobiercy lub firmy, które skupiły od nich roszczenia mogą liczyć najwyżej na częściowe odszkodowanie finansowe. W Polsce problem ten najmocniej dotknął Warszawę: nie czekając na ustawę regulującą reprywatyzację, ratusz zdecydował się oddawać miejskie działki bez względu na prawa i potrzeby mieszkańców. Tego rodzaju reprywatyzacja najbardziej odbija się na kondycji życia mieszkańców lokali czynszowych, którzy są przejmowani wraz ze swoją kamienicą niczym towar, "wkładka mięsna": prywatny inwestor ma często inne plany wobec budynku, zaczyna więc nękać mieszkańców: podwyższa czynsz do niebotycznej stawki (nawet 99 zł za metr), wpędza w zadłużenie, odcina prąd, wodę, gaz, w końcu - eksmituje. Wielokrotnie odbywa się to z naruszeniem prawa - kamienicznicy łamią ustawę o ochronie praw lokatorów wyrzucając ludzi nawet bez wyroków eksmisyjnych (patrz choćby: reportaż TVN pt. "eksmisja tuż przed wigilią"). Nierzadko też nowi właściciele posuwają się do bezpośrednich gróźb wobec "opornych" lokatorów: historie uporczywego nękania całych rodzin znane są niemal na każdej ulicy na Pradze, Śródmieściu, Ochocie, Mokotowie, Woli. Najbardziej dobitnym przejawem odczłowieczenia ludzi, którzy są rzuceni na żywioł i trafiają w ręce prywatnych profesjonalistów, jest tragiczna historia Joli Brzeskiej: działaczki lokatorskiej i mieszkanki kamienicy przy ul. Nabielaka - ostatniej lokatorki, z którą nie mógł sobie poradzić właściciel tej i parudziesięciu innych kamienic, Marek Mossakowski. Jola Brzeska została porwana 1. marca 2012 roku i spalona żywcem w Lesie Kabackim w Warszawie. Warto pamiętać, że dużo wcześniej Brzeska sygnalizowała policji przejawy jej nękania: zakłócanie ciszy nocnej, próby włamania (kamienicznik użył nawet szlifierki kątowej by wyciąć blokady drzwi do mieszkania Joli). Lokatorka apelowała także do miasta, by wsparło ją jakkolwiek w obronie przed grupą Mossakowskiego - bez skutku.

Po tragicznej śmierci Brzeskiej, która jest uwieńczeniem logiki "darwinizmu społecznego", wolnej amerykanki, zupełnie dzikiej formy kapitalizmu aprobowanej przez ratusz, coraz więcej mieszkańców zdaje sobie sprawę z efektów deficytu demokracji, braku realnego wpływu na swój los i charakter swojego miasta.

Obywatelu, radź sobie sam

Jednocześnie, ogromna skala (re)prywatyzacji - 97 procent przedwojennej Warszawy - nieuchronnie tworzy konflikty na gruncie własności prywatnej. Całkowicie naturalnie, ludzie zamieszkujący od lat tereny oddawane w prywatne ręce, nie godzą się zapomnieć o swojej godności i przywiązaniu do miejsca zamieszkania. Wbrew opiniom ratusza i zapalonych dziennikarzy, konflikty z prywatnymi właścicielami i opór wobec polityki miasta nie wynika z osobliwych chęci krnąbrnych mieszkańców - jest on bezpośrednią konsekwencją tejże polityki. To inwestorzy nakładają bowiem ogromną presję na społeczeństwo - władze zaś ignorując nasze apele, wysyłają nam prosty sygnał: "radź sobie sam".

Jak sobie radziliśmy do tej pory? Według świeżego raportu NIK na temat konstytucyjnych i ustawowych zobowiązań samorządów w polityce mieszkaniowej:

w Polsce brakuje 1,5 mln mieszkań i stan ten nie zmienia się od dziesięciu lat. Konieczność wycofania z użytku ze względu na stan techniczny ok. 200 tys. mieszkań dodatkowo pogłębi ten deficyt. Ponadto z rządowych analiz wynika, że 6,5 mln Polaków mieszka w warunkach tzw. "nędzy mieszkaniowej" - nie odpowiadających przyjętym normom i standardom.

Wszystkie te informacje są zbieżne z obserwacjami i doświadczeniami mieszkańców Warszawy - poza jedną: problemem nie jest tyle brak mieszkań, co ich cena i zagospodarowanie.

Według najnowszych szacunków władz Warszawy, w domenie miejskiej w stolicy jest sześć i pół tysiąca pustostanów, z czego 4,294 uznano za będące w dobrym stanie technicznym. Należy do tego doliczyć ok. 3000 pustostanów w budynkach już sprywatyzowanych. Jednak okazuje się, że najwięcej lokali świeci pustkami w nowych blokach. Instytut Ekonomiczny NBP szacuje, że w latach 2009-2010 liczba pustych lokali na rynku pierwotnym się nie zmieniła, wynosząc całe 25 tysięcy. W dodatku, jak wyliczają prywatne agencje, jak REAS, właściciele 7,5 tysiąca mieszkań w 2008 roku to nie mieszkańcy szukający dachu nad głową, a inwestorzy - często firmy kupujące nawet po kilkanaście lokali na spekulacje ich ceną.

W taki oto sposób, "mieszkanie" - element objęty konstytucją jako podstawowe prawo człowieka - staje się czystym towarem, często będąc używane niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, a właściwie po prostu nieużywane.

Wobec braku alternatywy w postaci wystarczającej liczby mieszkań czynszowych, ceny prywatnych mieszkań szybują, rośnie bańka spekulacyjna a wraz z nią - liczba pustostanów oraz ludzi bez dachu nad głową.

W sumie, pustych mieszkań w Warszawie jest więc ok. 40 tysięcy. Na większość z nich ludziom brakuje pieniędzy - inne, jak unikalne, przedwojenne kamienice mieszkalne, zmieniają się w biurowce i apartamenty dla nielicznych lub zawalają się w kupę gruzu.

Dyscyplina przez nędzę mieszkaniową

Mieszkanie zaś właśnie dlatego jest powszechnie uznane za podstawowe prawo człowieka, ponieważ jego brak kwestionuje szereg innych praw: bez niego człowiek nie jest pełnoprawnym obywatelem. Rzucając mieszkania na wolną amerykankę, spekulacje, masowe prywatyzacje, podkopuje się u ludzi możliwość pełnego udziału w życiu i otoczeniu, zniewala się ich. Gdy jedyną oferowaną nam gwarancją w życiu jest dług zaciągnięty na 40 lat, żeby go spłacić, musimy imać się każdej śmieciowej pracy, żywić się najsłabszej jakości posiłkami, rezygnować z naszych życiowych pasji i udziału w tworzeniu otoczenia. Po kilku latach dzikiego kapitalizmu, tak jak coraz mniejszy jest procent "masła w maśle", tak też samo nasze życie zredukowano do kilku powtarzalnych gestów.

Właśnie dlatego, wbrew słowom ratusza i niektórych dziennikarzy, to nie my zwykliśmy naruszać wolność kogoś innego okupując te opuszczone rudery - co jest doprawdy niczym wobec prawdziwych szwindli na skalę całego miasta: tysięcy kamienic i parków oddawanych za darmo. To nam odebrano wolność wyboru, w jakim mieście chcemy żyć.

W końcu, to nie my wchodzimy na czyjś teren bez pytania - to nas, "przaśnych", bez pytania usuwa się poza horyzont, by stworzyć miejsce dla komercyjnej pustyni.

Dlatego też okupując pustostany w aktach protestu wobec zapędów miasta-firmy, a także blokując eksmisje, prywatyzacje i zabudowy skwerów, walczymy o podstawowe prawa, które dawno zostały odebrane temu społeczeństwu. Wchodząc do pustostanu, wychodzimy z narzuconej nam nieludzkiej i anty-społecznej logiki. Odmowa wejścia w tę logikę wiąże się z tym, że możemy w końcu działać społecznie, według sumienia, realizować swoje pasje. Wbrew opiniom niektórych, wchodzimy do pustostanów nie po to, żeby coś z nich wynieść, ale przeciwnie - żeby coś wnieść. Tym czymś jest duch twórczego oporu wobec systemu, który dostrzega w nas tylko kapitał, względnie - śmieci.

Jeśli celebrowana przez władze "postawa obywatelska" możliwa jest dziś przede wszystkim podczas okupacji i stale kryminalizowana, tym gorzej dla władz. Historia uczy bowiem, że wszystkie rządy "prawa", które brukały podstawowe prawa człowieka, okazały się być tylko tymczasowe. Także dziś, rozwiązania proponowane przez nasze wolnorynkowe władze, jak również same te władze, mogą się okazać bardziej tymczasowe niż skłoting. Odzyskamy miasto.

Kolektyw Syrena
źródło: Le Monde Diplomatique - edycja polska
(tekst pochodzi z broszury Okupuj i stawiaj opór - zbioru o okupacjach w Europie i USA, wydanego z okazji pierwszych urodzin Syreny: zamów na syrena@zoho.com)

Holandia zapowiada walkę z nieuczciwymi agencjami pośrednictwa pracy

Urie Rosenthal, minister spraw zagranicznych Holandii zapowiedział w Warszawie, że Holandia podejmuje walkę z nieuczciwymi agencjami pośrednictwa pracy. Po spotkaniu z polskim ministrem Radosławem Sikorskim Urie Rosenthal zadeklarował, że holenderski rząd sprzeciwia się dyskryminacji cudzoziemskich pracowników w swoim kraju, w tym także Polaków. Podkreślił, że Polacy w jego kraju cieszą się doskonałą opinią.

Jeżeli są u nas pracownicy z Polski i z innych krajów europejskich, to wiemy, że działa to na korzyść naszego kraju. Rząd holenderski prowadzi działania przewciwko agencjom pracy, które nie respektują prawa. Jest też ogólnokrajowy plan, który ma poprawić sytuację mieszkaniową tych pracowników

- stwierdził Rosenthal.

Według raportu holenderskich władz, pracownicy migrujący przyczynili się do wzrostu holenderskiej gospodarki o 0,3% PKB.

Ile w słowach holenderskiego ministra prawdy i rzeczywistej troski o dobro pracowników, a ile chłodnej politycznej kalkulacji, przekonamy się niebawem.

czwartek, 17 maja 2012

Nowy "Kurier Syndykalistyczny"

Ukazał się długo wyczekiwany, czwarty numer pisma "Kurier Syndykalistyczny", redagowany przez członków brytyjskiego IWW. Jest to darmowe pismo tworzone przez pracowników dla pracowników, mające na celu wspieranie ruchu syndykalistycznego, idei samoorganizacji i pomocy wzajemnej. Pismo skierowane jest głównie do polskojęzycznych pracowników w Wielkiej Brytanii.

W środku:
- Bez kompromisów! Oddolny komitet elektryków "SPARKS"
- Nie łamistrajkom!
- Pracownicy Pizza Hut
- June Hautot - bohaterka numeru
- Bojkotujmy Workfare
- Twój szef nie chce abyś o tym wiedział
- Strajk generalny 1926

Redaktorzy zapraszają do wspołpracy wszystkich chętnych do współtworzenia i dystrybucji pisma. Kontakt na redakcję: e-mail: kurier@hotmail.co.uk

Powstał również blog, na którym oprócz tekstów z pisma, będą pojawiać się wszelkie informacje dotyczące środowiska i sytuacji ruchu pracowniczego na Wyspach Brytyjskich: http://kuriersyndykalistyczny.wordpress.com/

Demo 1maja rozbite w Amsterdamie



23 osoby zostaly brutalnie aresztowane podczas 1 majowej demonstracji w Amsterdamie.
Po tym jak najwazniejsze media w holandii rozpowszechnialy nieprawdziwa informacje jakoby 1 majowa antykapitalistyczna demonstracja byla protestem zdelegalizowanych sklotersow, ktorzy nie mieli pozwolenia na protest, demonstracja zostala rozbita.

video
 http://www.youtube.com/watch?v=zvOKkxuWNMw&feature=plcp

foto

 http://ourmediaindymedia.blogspot.com/2012/05/extreem-brutale-politie1-meideel-1.html

Paul Watson kapitan Sea Shepherd aresztowany

 Paul

Jeden z najsłynniejszych walczących ekologów naszej planety Paul Watson został aresztowany w Niemczech i grozi mu deportacja do Kostaryki. Oskarża się go m.in. o ogromne straty materialne i czyny zmierzające do utraty życia i zdrowia wielorybników. Paulowi grozi wieloletnie więzienie i wypłata ogromnych odszkodowań. Watson znany jest z radykalnego podejścia do kwestii praw zwierząt np. taranowania statyków wielorybniczych prowadzących połowy mimo międzynarodowych zakazów. Już kilkukrotnie stawał się celem ataków dużych korporacji czerpiących zyski z degradacji środowiska naturalnego (dwukrotnie chciano go zastrzelić). Jedyną osobą, która może uchylić jego areszt jest niemiecka Minister Sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (ma na to najbliższe 24h). Dlatego niezmiernie ważne jest by w najbliższym czasie zasypać ją petycjami z całego świata, domagając się natychmiastowego zwolnienia Paula Watsona.

Nie bądź obojętny i wyślij dzisiaj swój protest przez stronę http://www.thepetitionsite.com/663/009/291/release-paul-watson/

Więcej informacji o Paulu i jego grupie Sea Sepherd
http://www.seashepherd.org/
http://www.facebook.com/seashepherdconservationsociety
Film „Ekolog idzie na wojnę” poświęcony Watsonowi

http://www.youtube.com/watch?v=tOvwLpGFE8Q

poniedziałek, 14 maja 2012

GMO - cała prawda

GMO - organizmy żywe, których geny zostały celowo zmienione przez człowieka.

GMO: nauka przegrywa z zyskiem
Pomimo upływu jednej trzeciej wieku i ponad 350 mld dolarów zainwestowanych w to cacko huragan pozostaje bardziej przewidywalny, a pożar bardziej możliwy do opanowania niż rośliny genetycznie modyfikowane - tak w zwięzłych słowach naszą wiedzę o GMO ujął prof. Ignacio Chapella z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Trudno o trafniejszą recenzję. Czytaj dalej

GMO: jak wywołać światowy głód i na tym zarobić
Na całym świecie trwa głęboki kryzys żywieniowy wywołany wzrostem cen podstawowych artykułów żywnościowych. Według agendy ds. żywności i rolnictwa ONZ (FAO), ceny żywności na całym świecie wzrosły o prawie 40% od 2007 r. Ceny ziarna wzrosły o 42%, a ceny nabiału o 80%. Według Banku Światowego, ceny żywności wzrosły o 83% od 2005 r. W grudniu 2007 r. w 37 krajach na świecie ogłoszono kryzys żywnościowy. Czytaj dalej

Wikileaks o socjotechnice promowania GMO w Polsce
Portal WIKILEAKS publikuje porażające materiały o promowaniu GMO przez dyplomację amerykańską w Polsce i Bułgarii. Widzimy tu dziesiątki nieoficjalnych spotkań nie tylko z biotechnologami, którzy mają grać rolę "niezależnych" ekspertów, ale także z politykami i dziennikarzem Gazety Wyborczej znanym z nieobiektywnego stosunku do problemu GMO. Czytaj dalej

Piractwo nasienne
Nielicencjonowana produkcja materiału siewnego jest piractwem, które szkodzi wszystkim: rolnikom, firmom nasiennym, hodowcom. Wpływa negatywnie na polskie rolnictwo i nasz wizerunek na świecie. Piractwo nasienne jest nastawione na wysoki zysk przy minimalnych kosztach produkcji i dlatego oferuje nasiona złej jakości, porażone chorobami, niewłaściwie zaprawione i przechowywane. Czytaj dalej

Korporacja Monsanto pod ostrzałem ekologów
Firma Monsanto, międzynarodowa korporacja znana z produkcji żywności modyfikowanej genetycznie oraz produkcji defoliantów znanych pod nazwą Agent Orange, ma kłopoty. W ostatnim czasie, firma ma do czynienia z ofensywą instytucji rządowych i organizacji społecznych w Wielkiej Brytanii, Indiach i USA. Czytaj dalej

Importowana do Polski transgeniczna soja to łzy argentyńskich matek
W Argentynie i Paragwaju w regionach upraw eksportowanej do Polski soi transgenicznej stwierdzono masowe pogorszenie zdrowia publicznego w postaci masowych deformacji dzieci (glifosat zaburza formowanie się narządów w życiu płodowym człowieka), bezpłodności, poronień i nowotworów. Czytaj dalej

Percy Schmeiser kontra Monsanto
Rolnictwem zajmuję się od 1947 roku, kiedy przejąłem gospodarstwo po moim ojcu. Moja żona i ja jesteśmy znani na Preriach z produkcji i rozwoju nasion rzepaku oraz zachowywania swojego ziarna. Setki tysięcy rolników zachowuje swoje nasiona z roku na rok. Czytaj dalej

2012, Argentyna: Matka wygrywa z korporacyjnym gigantem Monsanto
Po traumatyzującym doświadczeniu śmierci swej córki z powodu defektu nerek zaledwie trzy dni po narodzinach, Sofia Gatica z Argentyny była zdeterminowana by dowiedzieć się co zabiło jej córkę. Jej wnioski? Genetycznie zmodyfikowane pola sojowe Monsanto otaczające jej sąsiedztwo, faszerowane szkodliwymi insektycydami wpływały negatywnie zarówno na dorosłych jak i dzieci z okolicy. Czytaj dalej

Producenci upraw GMO kłamią - Toksyny we krwi płodów
Producenci genetycznie modyfikowanej żywności świadomie kłamią. Twierdzą bowiem, że zawarte w niej toksyny, które pełnią rolę pestycydów, mają rozkładać się w przewodzie pokarmowym i "znikać" z naszego organizmu. Jednak z badań krwi ciężarnych kobiet wynika, że tak się nie dzieje - informuje "The Daily Mail". Czytaj dalej

Jak z polskiego rolnictwa chcą zrobić brudny interes
Żywność genetycznie modyfikowana od dawna wzbudza wiele kontrowersji. Korporacje zajmujące się dystrybucją takiej żywności przez lata ukrywały prawdę o jej wpływie na środowisko. Przez lata nawet naukowcy twierdzili, że GMO jest w porządku, że warzywa genetycznie modyfikowane mają więcej witamin, wzmacniają odporność, są wytrzymałe nawet w trudnych warunkach klimatycznych. Czytaj dalej

Szefowa Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności dyrektorem organizacji reprezentującej Monsanto
Przewodnicząca Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, Diána Bánáti, została dyrektorem europejskiego oddziału International Life Sciences Institute - organizacji reprezentującej interesy koncernów biotechnologicznych (GMO), której członkami są m.in. firmy Monsanto i BASF. Czytaj dalej

Koncerny agrochemiczne powinny ponosić karę za skażenie GMO
Najnowszy raport Greenpeace i GeneWatch UK ujawnia rosnącą liczbę przypadków niekontrolowanego skażenia organizmami GMO na całym świecie. Czytaj dalej

Stanowisko Komitetu Ochrony Przyrody PAN w sprawie uprawiania w Polsce roślin genetycznie zmodyfikowanych
Pomiędzy ekosystemami objętymi gospodarką rolną a wszystkimi innymi elementami biosfery, w tym obszarami chronionymi, istnieje bogata sieć powiązań i stały przepływ genów. Stąd, wprowadzanie do środowiska przyrodniczego odmian roślin wyposażonych w niespotykane wcześniej kombinacje cech specyficznie skonfigurowanych przez genetyczne modyfikacje (organizmy genetycznie zmodyfikowane, GMO), generuje dla tego środowiska wielowymiarowe i bardzo poważne zagrożenia, których skala i konsekwencje są dziś trudne lub niemożliwe do przewidzenia. Czytaj dalej

2008: Francja zakazuje upraw genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy
31 stycznia Komisja Europejska pozwała Polskę do Unijnego Trybunału za przepisy zakazujące sprzedaży nasion genetycznie modyfikowanych. Bruksela uważa, że są one niezgodne z unijnymi przepisami. Czytaj dalej

Represje: Aktywistka ekologiczna Marie Mason skazana na prawie 22 lata więzienia
Jak stwierdził sędzia Paul Maloney, “Marie Mason porzuciła ideę wolnego rynku idei i wyraziła swoje żale w sposób niezgodny z normami cywilizowanego społeczeństwa". Czytaj dalej

Korporacja Monsanto na bezdrożach Jordanii
Jadac rowerem przez pustynie do stolicy Jordani Amman zaskoczylo mnie pewne logo, ktore rzuca sie w oczy tuz przy glownej drodze, logo z nazwa Monsanto. Czytaj dalej

Ciemniak Ziemkiewicz szerzy... ciemnotę
Przykład jak publicyści głównego nurtu promują GMO. Czytaj dalej

2006: Walka z żywnością modyfikowaną genetycznie
Greenpeace Polska zbiera podpisy pod petycją do Komisji Europejskiej, aby wprowadzić nakaz znakowania mięsa, jajek i mleka zwierząt karmionych paszą zawierającą genetycznie zmodyfikowane organizmy (GMO). Czytaj dalej

Ależ groźny gen korupcji
Artykuł prof. Piotr Węgleńskiego, dyrektora Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego w Gazecie Wyborczej wpisuje się w
ogólnopolskie larum jakie podnoszą niektórzy naukowcy apelujący w oficjalnych wystąpieniach do rządu o zniesienie zakazu stosowania GMO argumentując to blokowaniem postępu i spychaniem Polski, w tym polskiej nauki, w strefę światowego ciemnogrodu. Czytaj dalej