piątek, 20 czerwca 2008

Los Buntownika w "Dzienniku Polskim"


Wyjechal do Holandii, poniewaz w Polsce nie widzial dla siebie perspektyw. Zarabial na zycie, grajac na gitarze. Mowia o nim, ze jest sklotersem, anarchista, punkiem lub po prostu buntownikiem.

W 2001 roku Griks wraz ze swoja dziewczyna Janka i corka Nea postanowili opuscic Polske i wyruszyc w poszukiwaniu lepszego zycia do Holandii. - Jedyna mozliwosc egzystencji dla mojej rodziny mialem poprzez mieszkanie na sklocie w Warszawie. Nie bylo tam warunkow odpowiednich do tego, by moglo z nami mieszkac dziecko - opowiada Griks i wyjasnia, ze skloting (ang. Squatting) to zajmowanie pustostostanow, zazwyczaj bez zgody wlasciciela, a sklot (squat) to po prostu zamieszkany przez sklotersow pusty dom.

Gdy wyjezdzal, Polska nie byla jeszcze czlonkiem Unii Europejskiej, a na prace w Holandii trzeba bylo miec specjalne zezwolenie. Griks go nie mial. - Wszystko bylo wiec tam dla mnie o wiele trudniejsze i bardziej niebezpieczne. Dla osoby przebywajacej nielegalnie w Holandii zwykle przejechanie na czerwonym swietle moglo skonczyc sie deportacja - wspomina Griks.

Tuz po przyjexdzie do Amsterdamu jego rodzina znalazla tymczasowe schronienie na istniejacym juz sklocie - w charakterze gosci. Musieli jednak szybko znalexc sobie cos innego, wiec po niedlugim czasie zasklotowali opuszczone mieszkanie. - Mielismy szczescie. W mieszkaniu byla woda, na dodatek ciepla, gaz oraz prad. Myslalem wtedy: jak to wspaniale miec wlasny dom - mowi Polak.

Z Polski przywiexli troche pieniedzy, a Griks zarabial na zycie, grajac na gitarze, wiec dawali sobie rade i wiazali koniec z koncem. Z pierwszego mieszkania zostali jednak po jakims czasie wyrzuceni. - Skloting w Holandii jest legalny, sa jednak pewne ograniczenia. Na przyklad, gdy wlasciciel udowodni, czesto w sadzie, ze chce cos zrobic ze swoim pustostanem, to sklotersi sa z niego wyrzucani - tlumaczy Griks.

Zasklotowane mieszkania zmuszeni byli zmieniac trzy razy, gdyz policja zjawiala sie z nakazem eksmisji. Istnialo tez ryzyko, ze zostana deportowani do kraju, dlatego starali sie nie mowic przy policji po polsku. Nie zawsze jednak im sie to udawalo. Pewnego razu, gdy musieli wyprowadzic sie ze sklotu na Tolstraat, zdenerwowany Griks zapomnial sie i zaczal rozmawiac z Janka po polsku. Po chwili podszedl do niego policjant i kazal mu isc razem z nim. Udalo mu sie jednak wyjsc z tego obronna reka i nie zostal deportowany.

Policja nie zawsze dawala rade wypedzic ich z zajetych mieszkan pokojowymi metodami. - Jesienia 2000 roku zdarzylo sie cos, co nazywamy "obrona Kalenderpanden" - opowiada Griks.

Janka wraz z Nea wyjechaly wtedy do Polski, wiec nie uczestniczyly w tym wydarzeniu. Obrona Kalenderpanden, czyli jednego z najwiekszych sklotow w Amsterdamie, trwala kilka godzin, podczas ktorych kilkuset sklotersow bronilo sie na barykadach przed atakami policji. - To bylo prawie jak powstanie warszawskie. Budujac z zapalem kolejne barykady, czulem sie, jak maly Gavroche - porownuje polski skloter.

Do rozproszenia broniacych sie sklotersow policja uzyla wtedy armatki wodnej oraz gazu lzawiacego. Pomimo to walki trwaly szesc godzin, po ktorych policji udalo sie spacyfikowac zbuntowane Kalenderpanden.

Griks od przyjazdu do Amsterdamu probowal swoich sil w roznych dorywczych pracach. - Duzo gralem na gitarze. Gralem glownie piosenki, ktore okreslilbym akustycznym punkiem z domieszka reggae. Co ciekawe, nawet tu, w Amsterdamie, spiewalem zawsze po polsku - opowiada chlopak.

Okazjonalnie sprzatal tez budynki, wykonywal drobne remonty i naprawy. Sprzedawal alternatywna gazete na demonstracji i nielegalnie piwo i napoje w parku.

Po wejsciu Polski do Unii Europejskiej czul sie oszukany. Nadal nie mogl legalnie pracowac. Teraz tez nie odczuwa wielkich zmian. Mimo to jego zycie stalo sie szczesliwsze. - Teraz jest o wiele lepiej. Nadal sklotuje, dodatkowo pracuje charytatywnie w skloterskim radiu i w klubie dla dzieci, gdzie ucze je filmowania. Sam duzo filmuje i tworze strony internetowe. Zaczalem takze samodzielnie studiowac homeopatie i wykorzystuje pozyskana wiedze, leczac ludzi, a wczesniej asystowalem jednemu doktorowi w prowadzeniu kliniki dla nielegalnych. Staram sie, w miare mozliwosci, pomagac innym - mowi Griks.

A wszystko to robi za darmo. Stac go na to, gdyz nie musi placic za mieszkanie, nie pali, nie pije. Kupuje tylko zdrowe, biologiczne i ekologiczne jedzenie dla siebie i dla corki, na ktore zarabia, pracujac na wypozyczanej taksowce rowerowej, przez dwie noce w weekend. Wozi turystow i Holendrow, wracajacych z weekendowego imprezowania.

Swoje nowe mieszkanie zasklotowali niedawno. Griks dba o to, zeby jego corka miala odpowiednie warunki, wiec niczego im tam nie brakuje. Sasiadow maja porzadnych. Starszego Anglika, ich przyjaciolke wraz z 10-letnim synkiem oraz mloda pare, ktora za kilka tygodni spodziewa sie dziecka.

Chlopak jest bardzo zadowolony z zycia w Amsterdamie. - To miasto wolnosci, tolerancji i perspektyw. Nawet gdy nie znalem angielskiego i przebywalem tu nielegalnie, dostrzegalem tu wieksze mozliwosci niz w Polsce, chociaz jestem Polakiem - przekonuje Griks.

Do Polski na razie wracac nie chce. Moze gdy bedzie juz stary? Tymczasem odwiedza Polske srednio raz na rok. Rozstal sie takze z Janka i poznal swoja prawdziwa milosc, dziewczyne o imieniu Rabia.

W wydawnictwie Red Rat wydal swoje pamietniki, zatytulowane "Los buntownika" i pracuje nad nowa ksiazka "Zycie aktywisty". Pisaniu poswieca wolne chwile. - Pisze w zeszycie, bo komputera nie udalo mi sie jeszcze jakos poskladac. Pisze glownie wtedy, gdy czekam na klientow, pracujac na rikszy - mowi Griks.

Chociaz wczesniej musial zmierzyc sie z wieloma problemami i przeciwnosciami, mowi, ze mu sie udalo. Osiagnal szczescie.

PIOTR KULAWIK
orginal :
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiYcZqJj8pIjXeLeODQyNmRm6nZyL6vE8bdHwyNr3OKqGCWFSqDesYsraTUFZCEWuqFNbNRp5JfyvOJ4DIjxjo2_L2iwj_6XQ7JeUPG4pqpSAKwuP5vIQCPNHAzevhgVF07qYc1PBPY3v0F/s400/los.jpg

Squat Postivenest. Dzien otwarty.


W niedziele squat Positivenest po raz kolejny zorganizowal dzien otwarty. Powodem mialo byc przedyskutowanie wraz z sasiadami otwarcia sasiedzkiej kawiarenki. Czesc z nich odpisala, ze nie przyjdzie bo nie jest zainteresowana tym pomyslem. Czesc przyszla i byla jak najbardziej za. Pastor z luteranskiego kosciola obok zasugerowal, ze jak chcemy mozemy uzywac ich kosciola na nasze aktywnosci. Wszyscy z obecnych stwierdzili, ze prawdopodobnie duzo o niezgodzie pozostalych zadecydowala pomylka jezykowa. Cafe w angielskim to miejsce gdzie spokojnie mozna sie napic kawki, herbatki, poczytac gazete, czy porozmawiac. W holenderskim ta nazwe maja tez bary gdzie pije sie piwo i hucznie oglada mecze. Niz dziwnego tez, ze starsi ludzie troche mogli sie przestraszyc tego nieporozumienia. Wyjasnione zostanie to wszystko wkrotce i przyszlosc pokaze. Miszkancy Squatu nie beda naciskac naciskac, bo w koncu to chcieli to robic dla sasiedztwa, a nie dla siebie. Dzien byl ten bardzo przyjemny i bardzo udany i mijmy nadzieje pokazal szeroko dobra twarz squatingu w tym miescie i zaowocuje wraz z wiosna, latem ...

czwartek, 19 czerwca 2008

Demonstracja pod McDonaldem

Demonstracja pod McDonaldem
Nie bym był sobą gdybym w tej książce nie opisał przynajmniej jednej z demonstracji, na których byłem. Wyjść na ulice by zaprotestować, by zamanifestować swe zdanie i osiągnąć coś w ten sposób to było i jest czymś co bardzo lubię i uważam za bardzo potrzebne w walce z zastaną rzeczywistością. Już od młodości ważniejszy był dla mnie udział w demonstracji niż dobra zabawa na koncertach. Jest tyle rzeczy złych na tym świecie, że jedną z ważnych dróg ich zwalczania jest właśnie wyjście na ulice by przekazać innym własne zdanie. " STOP. Mi się to nie podoba. Nie zgadzam się ! Wysłuchaj mojego zdania i sam oceń czy nie mam racji ! ". To właśnie tego typu działanie sprawiało, że zwykli ludzie po przeczytaniu transparentu czy ulotki podchodzili do nas i mówili : " Macie rację." Albo jeszcze lepiej przyłączali się do nas i krzyczeli razem z nami. To była zawsze niezła nagroda dla nas lub organizatorów. Poczuć , że nie jesteśmy sami w naszej walce o Dobro tego świata. Nie najważniejsze było to czy osiągnęliśmy jakieś namacalne cele, ale ważne było to, że zawsze odnieśliśmy wygraną sami w sobie. Z czystym sumieniem mogliśmy sobie spojrzeć w twarz i powiedzieć : " Ja nie jestem obojętny na zło tego świata, nie siedziałem cicho, nie poddałem się bez walki." Jednak jeśli dzięki naszej demonstracji udało osiągnąć się jakieś bardziej konkretne cele, to wierzcie mi: nic tak nie podbudowuje człowieka jak sukces z osiągniętego działania. Nic nie daje tyle satysfakcji i tyle radości z życia, co osiągnięcie celu poprzez swój bunt, swój sprzeciw, poprzez powiedzenie: "Stop ! Nie zgadzam się ! ( przynajmniej ja, jako punk tak właśnie to czuje )
My demonstranci możemy być także dumni, że to właśnie my jesteśmy najszybszym i największym hamulcem zła w społeczeństwie. To my tworzymy kulturę obywatelskiego nieposłuszeństwa, to nas najbardziej boją się politycy i to my zatrzymujemy ich przed zrobieniem ze wszystkich stada potulnych owieczek. Właśnie dlatego tak bardzo marzą o zwiększeniu uprawnień policji, by ich lepiej broniła przed karą za ich złodziejstwa i ku...estwa. Wszyscy protestujący mogą również być dumni z tego, iż to oni są motorem napędzającym historie w kierunku Dobra. To właśnie dzięki nim mamy ośmio, a nie szesnasto godzinny dzień pracy. To właśnie dzięki nim ta książka może zostać wydana bez cenzury. To dzięki nim nie ma już w Polsce testowania kosmetyków na zwierzętach. To dzięki nim być może świat jeszcze nie zginął i nie schylił się ku ostatecznemu upadkowi.
O tej demonstracji dowiedzieliśmy się od innego "punko turysty" - Jagody, który mówił, że zamierza jeszcze tego samego wieczoru wybić szybę w McDonaldzie przed jego hucznym otwarciem następnego dnia. Właśnie z tego powodu miała się tam odbyć pikieta.
Następnego dnia poinformowaliśmy o pikiecie resztę naszej paczki. Niestety większość z nich była skacowana i każdy tłumaczył się zmęczeniem. Było to dla mnie trochę dziwne, że nawet taki Aryst czy Wlanek nie pokwapili się pójść. Było to dla mnie trochę żałosne, a nawet trochę mi było wstyd przed skłotersami z Ladronki, że gdy trzeba to nasza paczka jest tak mało aktywna. Niestety, Polacy w większości tacy już są. We czwórkę: Ja, Dred, Wacek i Hilka udaliśmy się pod wskazane miejsce. Było tam już ponad 50 osób skandujących hasła, rozdających ulotki. Niektórzy trzymali transparenty, których treść jak mi się udało przetłumaczyć była oczywiście przeciw McDonaldowi. O dziwo w dużej części protestujący, tak jak my byli Polakami, co z drugiej strony jako o narodzie świadczyło o nas dobrze. Chyba wszyscy z nich tak jak my byli "punkturystami". Czasami czuliśmy się tak swojsko, iż czasami nawet wśród okrzyków padało jakieś hasło po polsku. A okrzyków było dużo. Gdy tylko kończyło się jakieś jedno hasło, zaraz ktoś zaczynał następne, a wśród nich najczęstsza była piosenka: " F...ck off McDonald sialalalala. F...ck off McDonald sialalalalalala." Jej melodia do dziś czasem obija mi się o uszy. Ogólnie to blokowaliśmy dojście do McShita, któremu przez naszą pikietę chyba g...no wyszło z hucznego otwarcia. Mimo naszego oporu kilku upartym udało się wejść. Wychodzili roześmiani, machając balonikami próbowali nam pokazać jacy to są "szczęśliwi", że udało im się najeść mac g...nem. Ich euforie zakończył jeden z Polaków - Dryblas, który popsuł im baloniki krzycząc na nich "Juppie's scum". Hasło to podchwyciła cała reszta przez co smieciożercy odeszli zawstydzeni i zdegustowani. Mam nadzieję , że ta niemiła przygoda skłoni ich do nie jadania w tej ścierwodajni. Fajnie by było.
Miłym akcentem demonstracji było to, że przyszło na nią też trochę osób starszych i nie będących punkami, czego w Polsce nie spotkałem na taką skalę. Najbardziej w pamięci utkwiła mi około 40-sto letnia pani z koszyczkiem z warzywami i pieczywem, a w drugiej ręce z listewką, na której przyczepiony był kartonik z napisem : " McMurder powoduje głód w III świecie". To bardzo miłe, że nie tylko punki , ale także starsi ludzie rozumieją problemy tego świata i próbuja im przeciwdziałać. To bardzo dobrze czuć , że nie jesteśmy osamotnieni w naszej walce o lepszy świat.
Po ponad godzinie aktywnego krzyczenia Hilka powiedziała mi :
- Griks, trzymajmy się razem, bo niebawem pikieta się zakończy.
Tylko zdążyła to powiedzieć, a jeden skłoters z Ladronki zaczął wysypywać na McShita cały worek McŚmieci. Akcja trwała dosłownie parę sekund, bo gdy tylko zobaczyli to ochroniarze, którzy wyglądali i zachowywali się jak bastardzi, zaraz rzucili się za nim w pogoń. Nie wiem co mną wtedy pokierowało : troska i strach o to, że złapią aktywistę, którego mało co znaem ? Poczułem z nim międzyludzką, punkową solidarność ? Podobno wszyscy punkowcy to jedna rodzina ( haha!)
Wtedy się nad tym nie zastanawiałem. Był to impuls. Widząc goniących, pełnych złości ochroniarzy nie wiele myśląc zacząłem przeciwdziałać. Pobiegłem za jednym z nich i mocno kopnąłem go w dupę. Był dużo większy i szerszy ode mnie. Miał długą pałę za pasem, gaz oraz pistolet, a ja bylem taki mały i młody ( miałem dopiero 16 lat ).
Gdy odwrócił się zdziwiony, zszokowany i rozwścieczony, gdy spojrzał na mnie zabijającym spojrzeniem pomyślałem sobie : " O ku...! co ja zrobiłem ?!"
Popatrzyliśmy sobie w oczy przez krótką chwilę zszokowani i chyba nie dowierzający w to co się stało, po czym najszybciej jak tylko mogłem, zacząłem uciekać z powrotem w tłum demonstrantów. Cel został osiągnięty. Uwaga ochrony została odwrócona od pogoni Aktywisty, bo wszyscy zaalarmowani rzucili się na mnie. Ich wściekłość była ogromna. Już prawie udało im się wyrwać mnie protesterom i wciągnąć do McShita lecz na szczęście niektórzy zablokowali wejście. Z jednej strony trzymali i ciągneli mnie do siebie zjednoczeni i walczący o mnie demonstranci, a z drugiej zaciekli bastardzi, którzy za wszelka cenę pragnęli mnie ukarać. Nie muszę tu chyba pisać, że atmosfera była bardzo napięta ( właśnie to zrobiłem Hahaha!)
-Puśćcie go - skandował po czesku tłum
- Lepiej się poddaj , bo i tak cię weźmiemy - z tego co zrozumiałem wykrzyczał do mnie bastard. Już sobie wyobrażałem wp...ol jaki dostanę gdy dopną swego, nie mówiąc już o deportacjach i innych tego typu "przyjemnościach".
- Czy mam zacząć strzelać ?! Mam gazówkę ! - krzyczał Fakir z Warszawy, a jakiś Czech mu odpowiedział:
- Nie, jeszcze nie trzeba.
-Zostaw mnie! Udusisz mnie!- krzyczałem , gdy ochroniarz ciągnął mnie za szyję. Chyba by mi ją urwał gdybym nie przeciwdziałał rękami. Wbijałem mu się paznokciami w ręce, a w pewnym momencie nawet zacząłem gryźć. Tak jak reszta demonstrantów, walczyłem o siebie jak tylko mogłem. Wokół starcia przybyli na pikietę reporterzy pstrykali zdjęcia z częstotliwością błysków stroboskopowych. Kto wie ? Może to właśnie oczy mediów przechyliły szalę zwycięstwa na naszą stronę. Gdyby nie one, na pewno interwencja ochrony byłaby dużo bardziej brutalniejsza. Przy takiej ilości fotografów jaka była zaproszona bastardy musiały się liczyć z opinią publiczną.
W końcu przez upór i solidarność demonstrantów zostałem szczęśliwie wyswobodzony. Cała szarpanina trwała z dziesięc minut, lecz dla mnie wydawała się niemal wiecznością. Poczułem ogromną ulgę będąc uwolniony od napastników, szarpania, a przede wszystkim od nerwów i od niebezpieczeństwa jakie mi groziło. Szybko zostałem otoczony przez tłum, bo ochroniarze ciągle pragnęli zemsty i mogliby i na pewno chcieli mnie znowu złapać.
-Jeszcze cię dorwiemy ! - odgrażali się w moim kierunku
-Nic mu nie zrobicie !
-Faszystowskie świnie !
- Faszystowskie metody ! - odpowiadali im protestersi, a bastardzi jakby na potwierdzenie tych słów znowu zaczęli się z kimś szarpać. Nasza solidarność była jednak dużo większa. Dryblas i inni nie pozostawali dłużni ich ciosom. Gdy jednemu z ciuli spadły okulary, szybko zostały rozdeptane, przez bezczelnie uśmiechającą się w ich stronę Rudą.
- Co dziewczyny też bijecie ?
Rozwścieczony ochroniarz już miał ją uderzyć lecz jego kolega złapał go za rękę i palcem wskazał w kierunku wymierzonego w nich foto aparatu, który tylko czekał na tego typu okazje. Pomijając biedną dziewczynę to byłoby dobre zdjęcie. Na szczęście tym razem reporter powstrzymał przemoc.

Po raz kolejny przekonałem się jak skuteczną ochronę dają nam obecne na akcji media. Ochroniarze byli tak wściekli, iż tylko marzyli o tym by spuścić nam manto. Musieli się jednak liczyć z opinią publiczną. Dlatego ich ataki były krótkie i nic nie dawały, a do tego jeszcze na tym tracili swą twarz. Fiolka nawet nie wiem kiedy jednemu z nich ukradła drewniana tomfę, ktoś inny niespostrzeżenie wyjął drugiemu gaz, a któryś Ladronkowiec na beszczela zdjął czapkę jednemu brutalnie zachowującemu się bastardowi. Wyrzucając ja w tłum rzekł mu ironicznie:

- Uspokój się , bo już łatwiej cię rozpoznać. - Bastard był tak wściekły, że chyba chciał go zabić lecz Ladronkowiec czym prędzej schował się w tłumie. Rozwścieczeni bastardzi z trudem powstrzymywali się by nie zmasakrować nas na oczach prasy. Na szczęście byliśmy mądrzejsi i widząc jak zło eskaluje w ich oczach i zachowaniu w pewnym momencie zdecydowaliśmy się odejść grupą i zakończyć demonstracje. Na szczęście dla mnie i innych bez aresztowanych.

Jednak ochroniarze nie popuścili tak łatwo. Hilka, która została na starym mieście opowiadała jak Ci sami bastardzi dwie godziny później brutalnie pobili bezdomnego za aktywny udział w demonstracji. Nie było tam już fotoreporterów więc mogli się wykazać. Sku...yny.

Jakież było me zaskoczenie gdy nazajutrz w prasie, w prawie każdym dzienniku ukazało się zdjęcie mnie, szarpiącego się z ochroniarzem. W jednym nawet na pierwszej stronie. W ciągu pierwszego tygodnia w Pradze stałem się tak sławny (haha!). Miła pamiątka z mojego pierwszego samodzielnego wyjazdu za granice.

środa, 18 czerwca 2008

Nakarm 16 dzieci kazdego dnia !!!

Jak moze zauwazyliscie zbombardowalem Was wieloma tekstami, ktore nagle umozliwily mi sie opublikowac. Nie sa one poprawione. Jak sie nudzisz i chcesz mi pomoc to mozesz je poprawic , a ja bede Ci bardzo wdzieczny. Lada dzien mam nadzieje miec uruchomione polskie litery, na kompie z ktorego korzystam, tak wiec mozemy sie spodziewac poprawy jakosci moich wypocin. Po za tym udalo mi sie zeskanowac pare plakatow "Spirit Of Squatters", jednak jakosc widzicie nie jest najlepsza, wiec z publikacja reszty poczekam, az zeskanuje to lepiej. Milego czytania.

wtorek, 17 czerwca 2008

Demonstranci zatrzymali policjantów



Wczoraj w Peru tysiące demonstrantów wzięło jako zakładników ok. 65 policjantów, w tym generała. Mieszkańcy miasta Moquegua blokują od tygodnia część autostrady panamerykańskiej, domagając się większych udziałów w dochodach z wydobycia miedzi. Autostrada jest korzystna dla firmy miedziowej, ale niekoniecznie dla ludzi. Sytuacja wybuchła, gdy ok. 100 policjantów użyło gazu łzawiącego, by rozpędzić 20-tysięczny tłum.

Recepta na szczęście - medytacja z nowej książki Griksa " Życie aktywisty"

Recepta na szczęście - medytacja z nowej książki Griksa " Życie aktywisty"
Na zakończenie chciałbym powtórzyć się i dać Wszystkim moją, jak wierzę receptę na szczęście, bo chciałbym by każdy był szczęśliwy. Otóż by je osiągnąć trzeba być Dobrym. Według mnie żyć Dobrze znaczy żyć szczęśliwie.
Zauważmy jak się czujemy gdy komuś pomożemy, damy coś komuś lub zrobimy jakiś inny Dobry uczynek ? Czujemy się zadowoleni, dumni, czerpiemy satysfakcję z życia czyli po prostu jesteśmy szczęśliwi. Przy każdej, nawet najmniejszej naszej zmianie na lepsze, gdy dokonujemy Dobrego wyboru z myślą o innych, o zwierzętach, o Matce Ziemi, zarazem wybieramy też szczęśliwsze życie dla nas samych. Wyobraźmy sobie uczucie, gdy np. zostajemy wegetarianinami dzięki czemu przy każdym bez mięsnym posiłku pośrednio nakarmiamy co najmniej kilkoro dzieci, zmniejszamy efekt cieplarniany i destrukcje natury oraz oczywiście ratujemy życie zwierzętom. Po za tym zrzucamy z siebie cały ten ciężar na sumieniu. Czy nie jest to szczęście ?
Przy każdym innym pozytywnym wyborze robimy mniejszy lub większy krok do szczęścia. Ograniczanie jazdy samochodem, zmiana żarówek na energooszczędne, spędzenie czasu z rodziną, pomoc starszej sąsiadce, darowanie komuś winy, pomoc bratu w przeniesieniu czegoś i każdy inny Dobry uczynek daje nam i wszystkim wokoło krok do nieba, nie tylko tego obiecanego ( jeśli w nie wierzysz ), ale także tego tutaj, na Ziemi. " Pomagajmy najbiedniejszym wtedy świat stanie się lepszy. " ( Zbuntowani ).
Dla odmiany zauważmy jak się czujemy gdy robimy coś złego. Np. gdy złościmy się , albo nawet kogoś uderzymy. Jak się czujemy gdy jesteśmy rozzłoszczeni ? Ręce nam się trzęsą, nie myślimy logicznie, jesteśmy szargani emocjami, gniew zjada nas od środka. By zminimalizować to wszystko oraz poczucie winy próbujemy na wszystkie możliwe sposoby usprawiedliwić to co zrobiliśmy lub co robimy. Jednak najczęściej jest to tylko oszukiwanie samego siebie, które w gruncie rzeczy czyni nas jeszcze bardziej nieszczęśliwszymi ( to fakt nawet jeśli chcemy temu zaprzeczyć )
Dodajmy do tego odwieczne prawo akcji i reakcji czyli, iż dostajemy co dajemy i że wszystko do nas wraca, a w przyrodzie nic nie ginie. Co chcielibyśmy spotkać w naszym życiu by było ono szczęśliwe ? Oczywiście Dobro. Jeśli chcemy by ludzie byli dla nas dobrzy, najpierw sami tacy musimy być dla nich. To my tworzymy ten świat, razem i każdy z osobna. Sami możemy uczynić nasze życie szczęśliwszym: Żyjmy Dobrze ! 23.05.08 G

Pomóżmy Nadziei ! - medytacja z nowej książki Griksa " Życie Aktywisty"

Gdy widzimy jak drzewa siłą swych korzeni rozłamują asfalt, gdy zauważamy jak rośliny wyrastają z pomiędzy chodnikowych płytek, gdy czujemy coraz szerzej budzącą się świadomość ekologiczną ( coraz więcej ludzi zostaje wegetarianami i ogranicza jazdę samochodem, coraz więcej segreguje śmieci, coraz więcej sadzi przydomowe ogrody w miejscu chodnikowych płytek itp. ( przykłady można mnożyć ), budzi się w nas nadzieja, że Natura zwycięży, że przetrwa wszystko. Jakim kosztem ? To wszystko zależy od nas.
Ta nadzieja powinna być dla nas bodźcem byśmy zamiast załamywać ręce, bo nic nie da się zrobić, byśmy zakasali rękawy i wzięli się do roboty.
Tym bardziej, iż koszty nadużywanej cywilizacji płacimy już teraz. Huragan Katrina w Orleanie, Tsunami i wszystkie inne kataklizmy są drastycznymi przykładami, a zarazem wołaniem, że jednorazowe harytatywne akcje pomocy ( jakiekolwiek dobre i szlachetne by były ) nie likwidują ich prawdziwych przyczyn, a jedynie symptomy choroby naszej planety. Dobry lekarz wie , by wyleczyć pacjenta trzeba zlikwidować przyczynę choroby, a nie zajmować się tylko jej skutkami.
Niemal co roczne powodzie i susze w naszym kraju, podczas, gdy wcześniej zdażały się one tylko raz lub dwa razy na całe stulecie, sytuacja, która zmusza Barcelonę do importowania tankowcami wody, najsilniejsze wiatry łamiące setki drzew, najdłuższy okres suszy na przemian z deszczami zanotowany w Holandii od kilkudziesięciu lat pokazują nam jak blisko dotyka nas problem ocieplenia klimatu. Z roku na rok pobijane są straszne pogodowe rekordy. To wszystko bije na alarm byśmy my wszyscy : politycy, organizacje i pojedyncze jednostki dołożyli starań by zatrzymać tą eksterminację ludzi ( naszych dzieci ) oraz planety.
Razem możemy więcej. Musimy działać już teraz na wszelkie możliwe sposoby. Kto jak nie Ty i kto jak nie My. " Ziemia woła : JUŻ TERAZ ! " ( Antypatia )
... bo potem może okazać się już niestety za późno.
P.S Czy istnieją polskie " ekologiczne indymedia ". Jeśli nie może najwyższy czas by takowe zrobić. Bardzo chętnie będę tam pisywał.
"Nie zrobiłem nic by zatrzymać kolejny kataklizm nawiedzający następną część świata. Następna katastrofa dotkneła też mnie i moją rodzinę, bo zbyt wielu ludzi nie zrobiło nic by ją zatrzymać. "
By te słowa nie stały się naszymi już dziś musimy zmienić nasze zwyczaje, już teraz zacząć działać.